Czy tylko
mnie nie opuszcza wrażenie, że kolejny rok przeciekł mi przez palce? Nie
zrozummy się źle. Dla mnie 2017 był bardzo intensywny, pełen robienia
wszystkiego na ostatnia chwilę mimo, że naprawdę starałam się być sumienna i za
każdym razem robić wszystko od razu.
Nie mogę
się pochwalić się wyprawa na Everest czy niewynalezieniem leku na raka. Jednak w tym
roku udało mi się zrobić naprawdę zacną wystawę, wydać jedną książkę i zacząć
następną. Zdałam egzaminy na cholerny Niemiecki. Kolejny rok studiów zakończył
się pełnym sukcesem i zaczęłam pisać bloga, a was jest już 110 wiary. Niby nie
jest to można powiedzieć ogromna liczba ale jakby nas zamknąć w jednym pokoju i
postawić wódkę z orkiestrą to było by z tego już
dobre wesele.
Jednak nie
to mnie cieszy najbardziej. Duma rozpiera mnie ponieważ w tym roku zebrałam się
na odwagę przyznać do własnych błędów oraz słabości i stawić im czoła. Rok
się kończy, a ja wreszcie po 28 latach pogodziłam się z samą sobą i zostałam
swoją najlepszą przyjaciółką.
Jeszcze
jakiś czas temu tonęłam w rozpaczy czarniejszej niż moje serce i dusza. Dotarło
do mnie jak życie na obczyźnie bez nikogo i niczego co znasz może cię załatwić
na cacy. Wierzcie mi samotność może dać takiego kopa w krocze, że albo się
załamiesz albo będzie to kop na rozpęd. U mnie spowodowało to rozpęd na całego.
Przede wszystkim oczyściłam atmosferę z ludzi którzy byli
toksyczni i truli mnie od środka. To tak jakby usunąć nadmiar smogu z
krakowskiego nieba. Od razu czyściej. Kolejna "must to do" na mojej
liście było powalczyć o tych ludzi wartych każdego dnia. Nad tym ciągle pracuję
bo jak poprzedni punkt pomimo swojej trudności jest do zrobienia to ten drugi
wymaga czasu, dyspozycyjności i chęci. U mnie tylko ten 3 punkt jest na
naprawdę wysokim poziomie wykonalności. Reszta kosztuje mnie często spaniem po
4 godz i byciem zombie przez resztę dnia. Z kolei ten tryb zmotywował mnie do
uczynienia z dwóch powiedzonek moich mott życiowych.
Wyśpisz się
po śmierci.
W domu
ludzie umierają.
Odkryłam,
że nie warto tracić życia na dołowanie się i spanie po 14 godz dziennie co było
dla mnie jeszcze do nie tak dawna priorytetem. Któregoś dnia po prostu uznałam, że jak umrę i na sądzie puszczą mi film z całego mojego
życia to my tam kurwa umrzemy z nudów. Stwierdziłam, że muszę przeżyć moje
jedyne życie tak by po napisach końcowych dostać oklaski na stojąco i Oscara w
kategorii "nie przegapienia życia". Bo super jest żyć. Ludzie są
super! Naturalnie nie wszyscy ale mamy wolną wolę by wybierać najlepiej. Nauczyłam
się być egoistką w dobrym znaczeniu tego słowa. Ponieważ nie wchodzę już
ludziom w dupę co powoduje, że nie muszą być kutasami którzy w pewnym momencie zranili by mnie bądź kogoś innego gdyż od razu
stawiam ich do pionu. Dla moich znajomych i przyjaciół to nic
innego jak komplement bo są po prostu zajebistymi, dobrymi ludźmi, którzy swoją kreatywnością i stylem bycia są w stanie góry przenosić. Każdy z was jest wyjątkowy, zmieniajcie się każdego dnia
tylko ku lepszemu.
Chciałabym
traktować ten rok jako furtkę do lepszego życia. Do ciekawego życia. Nic nie
traktuję już jako porażkę wszystko jest dla mnie lekcją. Bez łez i żalu.
Bez pretensji przyjmuję wszystko na klatę dlatego musiałam kupić większe
staniki... Tak naprawdę to zasługa diety i siłowni. Na przyszłe lato będę
unosić się na wietrze.
Z tego
miejsca chce na przyszły rok , życzyć sobie i wam rąk w ciągłym ruchu i pełne
ramiona tego czego kochacie. Zacznijcie robić to o czym zawsze marzyliście.
Wszystko można ze sobą pogodzić. Cholernie w was wierzę i trzymam za wszystkich
kciuki. Damy radę!








