niedziela, 31 grudnia 2017

Dobre Wejście w nowy rok. Wjeżdżam z buta.




Czy tylko mnie nie opuszcza wrażenie, że kolejny rok przeciekł mi przez palce? Nie zrozummy się źle. Dla mnie 2017 był bardzo intensywny, pełen robienia wszystkiego na ostatnia chwilę mimo, że naprawdę starałam się być sumienna i za każdym razem  robić wszystko od razu.
Nie mogę się pochwalić się wyprawa na Everest czy niewynalezieniem leku na raka. Jednak w tym roku udało mi się zrobić naprawdę zacną wystawę, wydać jedną książkę i zacząć następną. Zdałam egzaminy na cholerny Niemiecki.  Kolejny rok studiów zakończył się pełnym sukcesem i zaczęłam pisać bloga, a was jest już 110 wiary. Niby nie jest to można powiedzieć ogromna liczba ale jakby nas zamknąć w jednym pokoju i postawić wódkę z orkiestrą to było by z tego już dobre wesele.
Jednak nie to mnie cieszy najbardziej. Duma rozpiera mnie ponieważ w tym roku zebrałam się na odwagę przyznać do własnych błędów oraz słabości i stawić im czoła. Rok się kończy, a ja wreszcie po 28 latach pogodziłam się z samą sobą i zostałam swoją najlepszą przyjaciółką.
Jeszcze jakiś czas temu tonęłam w rozpaczy czarniejszej niż moje serce i dusza. Dotarło do mnie jak życie na obczyźnie bez nikogo i niczego co znasz może cię załatwić na cacy. Wierzcie mi samotność może dać takiego kopa w krocze, że albo się załamiesz albo będzie to kop na rozpęd. U mnie spowodowało to rozpęd na całego. Przede wszystkim oczyściłam atmosferę z ludzi którzy byli toksyczni i truli mnie od środka. To tak jakby usunąć nadmiar smogu z krakowskiego nieba. Od razu czyściej. Kolejna "must to do" na mojej liście było powalczyć o tych ludzi wartych każdego dnia. Nad tym ciągle pracuję bo jak poprzedni punkt pomimo swojej trudności jest do zrobienia to ten drugi wymaga czasu, dyspozycyjności i chęci. U mnie tylko ten 3 punkt jest na naprawdę wysokim poziomie wykonalności. Reszta kosztuje mnie często spaniem po 4 godz i byciem zombie przez resztę dnia. Z kolei ten tryb zmotywował mnie do uczynienia z dwóch powiedzonek moich mott życiowych.
Wyśpisz się po śmierci.
W domu ludzie umierają.
Odkryłam, że nie warto tracić życia na dołowanie się i spanie po 14 godz dziennie co było dla mnie jeszcze do nie tak dawna priorytetem. Któregoś dnia po prostu uznałam, że jak umrę i na sądzie puszczą mi film z całego mojego życia to my tam kurwa umrzemy z nudów. Stwierdziłam, że muszę przeżyć moje jedyne życie tak by po napisach końcowych dostać oklaski na stojąco i Oscara w kategorii "nie przegapienia życia". Bo super jest żyć. Ludzie są super! Naturalnie nie wszyscy ale mamy wolną wolę by wybierać najlepiej. Nauczyłam się być egoistką w dobrym znaczeniu tego słowa. Ponieważ nie wchodzę już ludziom w dupę co powoduje, że nie muszą być kutasami którzy w pewnym momencie zranili by mnie bądź kogoś innego gdyż od razu stawiam ich do pionu. Dla moich znajomych i przyjaciół to nic innego jak komplement bo są po prostu zajebistymi, dobrymi ludźmi, którzy swoją kreatywnością i stylem bycia są w stanie góry przenosić. Każdy z was jest wyjątkowy, zmieniajcie się każdego dnia tylko ku lepszemu.
Chciałabym traktować ten rok jako furtkę do lepszego życia. Do ciekawego życia. Nic nie traktuję już jako porażkę wszystko jest dla mnie lekcją. Bez łez i  żalu.  Bez pretensji przyjmuję wszystko na klatę dlatego musiałam kupić większe staniki... Tak naprawdę to zasługa diety i siłowni. Na przyszłe lato będę unosić się na wietrze.
Z tego miejsca chce na przyszły rok , życzyć sobie i wam rąk w ciągłym ruchu i pełne ramiona tego czego kochacie. Zacznijcie robić to o czym zawsze marzyliście. Wszystko można ze sobą pogodzić. Cholernie w was wierzę i trzymam za wszystkich kciuki. Damy radę!

niedziela, 24 grudnia 2017



Z samego rana, budzą mnie krzyki krzątających się ciotek, wujków i rodzicielki. Ciocia piecze kolejne ciasto mimo, że mamy już 3 blachy i tort. Kto to kurde będzie jadł? Zawsze zadaje sobie to pytanie patrząc na uginający się pod ciężarem wigilijny stół. Zawsze wszystko jest zjedzone. Nie wiem gdzie moja rodzina ze mną na czele to mieści?

Zaczynam doceniać tę moc tradycji. Możliwość pobycia z bliskimi. Mimo, że znowu usłyszę,że dalej nie ma narzeczonego na horyzoncie i fajnie było by zobaczyć mnie z wianuszkiem dzieci... Na tę sytuację mam już wachlarz gotowych odpowiedzi typu, że narzeczony pojawi się jutro albo wcale. Mówiąc to nałożę wścibskiej cioci pieroga na talerz, a umówmy się kto się oprze pierogowi? W tym czasie mam chwilę by zmienić temat i niczym łasica wyślizguje się spod gradobicia trudnych spraw.
Prezenty zawsze kupuję na wyprzedaży. Nie lubię przepłacać. Cały myk jest w tym aby kupować ładne ( w przypadku kobiet ) i praktyczne ( w przypadku mężczyzn) rzeczy. Co do dzieci wystarczy w programie zobaczyć co jest teraz na topie względem kreskówek i zakupić adekwatne zabawki za miliony. Ja od lat się wycwaniłam i kupuję ciastolinę Play doh. Jak dzieci odpakowują owy prezent zawsze patrze wtedy na matkę owego dziecka. ona już wie, że jedyne co może zrobić to schować włochate dywany i okryć meble folią malarską. Przynajmniej ja lubię sobie tak to wyobrażać.

Nie lubię karpia. Raz, że naprawdę mi żal widoku tych ryb umęczonych w zbiornikach, które ostatkiem sił próbują przeżyć, dwa przeraża mnie sytuacja która przewija się przez ostatnie parę świąt czyli: Resling w Lidlu. Żałuję, że nigdy nie mogę trafić na dane widowisko. Była bym ta osobą która podawałaby krzesła. Na koniec zapewnię was, że karpia nie jadam bo jak ryby uwielbiam to za mulistymi nie przepadam. Kiedyś jak się dorobię narzeczonego i tego wianuszka dzieci ( lubię czasem żyć nierealnymi marzeniami) to karpia u mnie nie będzie.
Umówmy się barszcz tylko z kartonu. Z torebki to już naprawdę wersja dla ignoranta. Ale nie ma szans, żebym w wigilię siadała do stołu z różowymi od buraków rekami. Z moim szczęściem kolor ciągnął by się po same łokcie. Barszcz z kartonu jest mega.  Wystarczy dosypać majeranku i nikt się nie pozna.
Co do pierogów to polecam sposób na miesiąc z serialem. Miesiąc przed świętami odpalam jakiś nowy fajny serial i ręce zajmuję lepieniem. Potem takie śliczne ulepione pierożki wkładam BEZ gotowania do zamrażalnika. Na wigilię wszystko mam świeże i nie tracę nocy na walkę z ciastem. Chociaż warto mieć parę awaryjnych paczek pierogów z biedronki. Jak się odsmaży i oprószy cebulka to nikt tam się nie pozna. Pamiętajcie tylko o ładnym półmisku i ozdobieniu talerza. Ludzie jedzą oczami, można ich łatwo oszukać.
Kiedy tu z wami dziele się trickami dzwoni już kolejna ciotka składając życzenia. Oho życzenia... Dzielenia się opłatkiem strasznie nie lubię - patrz punkt z narzeczonym. Wyznaję za to idee zrzucenia tego obowiązku na najstarsza osobę w rodzinie która przemówi w imieniu wszystkich. Raz nie tracimy czasu na składanie życzeń każdemu z osobna, jedzenie nie stygnie, a w domownikach nie rośnie poziom zażenowania.
Dziś  z tego miejsca chcę wam powiedzieć, że nie ważne jest skąd jest barszcz i ile kosztowały te piękne złote kolczyki, nikt nie musi wiedzieć, że połowa została zakupiona na black Friday. Nikt nie musi wiedzieć kiedy lepiłam pierogi. Liczy się gest. Tym entuzjastycznym akcentem chce wam życzyć wesołych świąt i miłości w rodzinnym gronie.


środa, 20 grudnia 2017

Porno i duszno czyli porozmawiajmy o różnicach.

Często pozwalam sobie na pewien rodzaj refleksji. Chodzi za mną ten temat od dłuższego czasu jak cień więc nie ma co przeciągać.

Regularnie odwiedzam w Berlinie Klub Toast Hawaii, który znajduje się przy stacji Eberswalder straße. Robię to z prostych przyczyn, mam już dawno ukończone 18 , ba 20 lat i bardzo nie lubię jak między nogami kręcą mi się małolaty (zabrzmiało dwuznacznie i miało tak zabrzmieć) oraz jak tacy  nagabują mnie na śmichy hihy. Po drugie nie lubię wałkować muzyki która non stop jest puszczana w radiu do porzygu. Argument- wisienka na torcie- w powyższym klubie prócz dobrej muzy, DJ-a Drag queen są organizowane cykliczne eventy o które ciężko w Polsce lub ja nie miałam przyjemności na takie w Polsce trafić.  Pierwszy z nich to Burleska, mam nadzieję, że nie muszę wam tłumaczyć co to ( zerknijcie w Google) , natomiast drugi termin już może być dla was zagwozdką. Mowa tu o Porno karaoke. Tu już Google mogą was rozczarować swoją wiedzą więc ja z miłą chęcią wam wszystko przedstawię. Porno karaoke to nic innego jak : minimum dwie osoby które jak w przypadku zwykłego karaoke mogą się zgłosić do wykonania utworu, telebim z totalnie odrealnionym pornolem, sofa z brazzersów, ekranik jak w suflerce i po mikrofonie.  Zabawa mimo, że wydaje się skomplikowana jest bardzo prosto rozwiązana. Pornol w tle leci bez dźwięku, a wykonawca podkłada głos czyli inaczej mówiąc dubbinguje. Repertuar jest niesamowicie szeroki i nie ma ograniczeń od mlasków po teksty "... moja mama łapie go inaczej..." . Wierzcie lub nie jest to coś niesamowicie przezabawnego. Uczestnicy, którzy podejmują pałeczkę zapewniają świetną rozrywkę i pewnego rodzaju przełamanie taboo. Przecież każdy ogląda... Nie próbuj mi wmówić, że jest inaczej.  Niestety nie każdy się do tego przyzna, a już na pewno nie kobieta.
Nie robię teraz reklamy Toast Hawaii chociaż to według mnie obowiązkowy punkt na mapie klubowej Berlina, a chcę zwrócić uwagę na fakt który mnie uderzył podczas tego wieczoru. Wychodzące na scenę chłopaki podejmowali temat niemal od razu bez barier językowych. Więc w pewnym momencie można było się cieszyć niemiecko-angielską lewatywą. Po tak dobrym show przyszła kolej na 4 dziewczyny. Kobiety. Wszystkie zdrowe, z buzi niczego sobie, pewne siebie, uśmiechnięte. Załoga puszcza film. Bardzo sympatyczny dopasowany do ochotniczek, czyli również 4 panienki w przyjemnej atmosferze. Brzydko mówiąc dały dupy. Dawno nie widziałam takiej żenady, żeby dorosłe panny chowały się za siebie i piszczały jak dzieci. Halo, one nie siedziały wcześniej w piwnicy, żeby nie były świadome co się pokaże zaraz na ekranie. Nie wymagam żeby każdy był super odważny i odporny na cały stres związany z występem ale nie róbmy z siebie debili. Skoro to nie dla ciebie to po prostu obserwuj i dojrzewaj. Na ratunek przybyli kolesie z poprzedniego wejścia i uratowali cały seans.  Naszło mnie wtedy: co się tam mogło stać?
Zawsze mówi się, że my kobiety to jesteśmy takie dojrzałe. Jednak w sferze świadomości seksualnej dziewczynkom od małego wmawia się, że należy się wstydzić. Ale to kurwa wszystkiego z naciskiem na okres. Kolesie tłumaczą sobie każde nasze wkurzenie z okresem jest to tak głupie jak i uzasadnione. Bo większość z nich nie ma o tym pojęcia jak tak naprawdę funkcjonuje. Nie maja pojęcia, że kobieta nie jest zła w okres tylko przed. Często nie jest to związane nawet z tym po prostu weźcie chłopaki na klatę, że coś najprawdopodobniej zjebaliście.
Podobał mi się bardzo ostatnio promowany przez Anje Rubik #sexedpl w którym to osoby medialne wypowiadały się o upośledzeniu edukacji seksualnej w Polsce. Było tam parę niedociągnięć ale kurcze kampania zacna. Marta Frej zaprezentowała się jako promotor masturbacji, która jest ważna. Pozwala się zapoznać ze swoim ciałem, odkryć co nas podnieca i finalnie będzie spełniać seksualnie, odprężyć i rozładować. Totalnie bezpieczna fajna zabawa.
 Mam 3 koleżanki którymi otwarcie można porozmawiać o masturbacji . No bo z facetami to wiadomo, każdy wali. Ale my kobiety? Nieee fuj mocha! Dlaczego?! Czy my nie mamy tych samych potrzeb? Byłam niedawno z jedną z nich w sex shopie. Był z nami jeszcze kolega i miałam wrażenie, że lekko się krępował, ale tylko z początku. Sklep Erotyczny o którym mowa to Fun Factory. Piękne miejsce. Oczywiście, że czytałam o designerskim podejściu do projektowania zabawek erotycznych. Przewinęło się mi coś tam kiedyś tam na necie. Jednak jak na własne oczy widzisz jakie to ładne to odbiór staje się zupełnie inny. Wierzcie mi większość z tych zabawek mogłaby śmiało stać na półce i nikt by nie zjarzył co to i na co.  Wibratory czy dilda były wykonane z naprawdę przyjemnego w dotyku materiału ale co najpiękniejsze to programy wibracji. Ludzie jaki sztos. Kark od razu przestał mnie boleć, a trzymałam go tylko w ręku. Naliczyłam się 10 rożnych stopni pulsacji. Kumpel skwitował, że kupując coś takiego niepotrzebny jest już facet. Nieprawda. Potrzebny jak najbardziej, tylko taki z wyobraźnią i otwarty. No nie życzę nikomu usłyszeć, że jest się chorym i powinno leczyć ponieważ chce się ożywić klimat sypialniany. Ja osobiście nie widzę nic złego w mówieniu wprost na co ma się ochotę . Jeśli to nikomu nie wyrządza krzywdy. Z naciskiem na zabawki.
Na zakończenie dodam jak to ostatnio ujął mnie mój kolega.  Sprowadził mnie na ziemię jak to ja juz chciałam oddać się fali stereotypu. Padły słowa które pozwolę sobie podsumować jako, że on nie szufladkuje kobiet i mężczyzn. W jego mniemaniu funkcjonują oni na tych samych prawach flirtu, dobrej zabawy i seksu.  Jakie to proste i piękne w swojej oczywistości.

piątek, 6 października 2017

Amsterdam dzień w dzień, czyli o łakomczuchach bez umiaru.



Zjarałam się. Porozmawiajmy o tym.

Ci co mnie prywatnie znają wiedzą jaki mam stosunek do narkotyków. Nie robię z siebie świętej ale pierwszego jointa zapaliłam w wieku 26 lat. Było kijowo. W moje urodziny. Sprostuje to tycio. Przed wzięciem tych magicznych trzech Januszkowych buszków to trochę drineczków się wypiło.
Reasumując zemdlałam, straciłam oddech i przytomność. Nie wspominam tych urodzin najlepiej i nie lubię się tym chwalić.
Jeśli wydaje się wam, że moja niechęć do narkotyków była jakaś kosmiczna przed tym felernym zdarzeniem to możecie mi wierzyć, że po urosła do rangi nienawiści na poziomie stosunków Wisły z Cracovią. Nie specjalnie otaczałam się wśród ludzi coś biorących. Jeśli już moi znajomi coś brali
to raczej nie chwalili się tym przy mnie i nie robili tego w mojej obecności.

Ja tu o tych narkotykach, a miałam się skupić na ziele, które przez większość za narkotyk nie jest uznawane. Siadanie ze mną do tego tematu było strasznie wyczerpującym zajęciem. Ja na ogół jestem człowiekiem prawym, trzymającym się odpowiednich zasad i reguł. Więc jak rząd uznaje coś za zakazane i jest to dobrze z argumentowane to ja się podporządkowuje. Są też takie decyzje, które wydają mi się debilne jak np. picie alkoholu w miejscu publicznym i nie mam tu na myśli robienie żurlandii na samym środku piaskownicy częstując tym bobasy, ale kulturalne siedzenie z piwkiem na trawce kiedy słoneczko praży wydaje mi się ok. Tak, tak ja wiem wszystko się zmienia z perspektywy siedzenia i każdy ma tam swoje widzimisię na każdy temat ale ja naprawdę uważam, że narkotyki to kij w mrowisko.

Na czym ja tak opieram swoją ocenę? Wynika to prawdopodobnie z tego, że widziałam jak robią wśród moich znajomych więcej złego niż dobrego. Jeden stracił prawko, drugi ma do dziś flashback'a ( autentycznie co jakiś czas ma problem z przejściem przez jezdnie bo ustępuje pierwszeństwa Titanicowi---> nie bawi mnie to). Koleś z bloku obok gada do lustra. Tak wiem to są skrajne przypadki. Jednak najbardziej powszechne jest to, że co niektórzy się po prostu stoczyli. Zrezygnowali z marzeń, a cała dobroczynność dnia kończą się na wiadrze i joinciku w porze lunchu. Są w zwyczajnym nałogu. Czym się to różni od alkoholizmu? Jeden znajomy oznajmił mi ostatnio, że on zawsze pali przed pracą bo by nie był w stanie się na niej skupić. Inny oszukuje rodzinę
i co wieczór ucieka na kaczuchę z obszczymurkami zza zakrętu. Nie chcę wyjść teraz na hipokrytkę bo jak sam tytuł wskazuję nie jestem święta ale uważam, że należy we wszystkim widzieć umiar. Więc jeśli jesteś osobą która w łatwy sposób potrafi się w czymś zatracić to ten niewinny buszek nie jest dla ciebie ponieważ nie ma szans byś na nim poprzestał.

Jak to było ze mną?

Na Woodstocku zapaliliśmy dość sporą ekipą lolka. Na wolnym powietrzu zrelaksowani po dużej dawce endorfin i luzu, wśród ludzi którzy byli warci spędzenia z nimi czasu. Było git. Dobra powiem prawdę mało się nie zesrałam ze śmiechu. Także złota zasada zawsze pal w dobrym towarzystwie. Ludzie z abstrakcyjnym myśleniem to złoto na taką chwilę. Kolejny raz był jakieś dwa może trzy tygodnie później. Już w mniejszym gronie. Tego dnia zdychałam na rwę kulszową. Dla tych co nie znajo to potworny ból krzyża, że boli jak oddychasz. W ten wieczór pozwoliłam sobie zanalizować jak te gówno działa. Po trzech buszkach moje ukochane Die Antwoort zmieniło się w mieszaninę stęków i wrzasków. Nagle mnie olśniło czemu takie zamiłowanie jest palaczy do Reggae. Tyle wygrać. Momentalnie zmieniliśmy repertuar.
Kolejny objaw to światłowstręt. Stroboskop też odpada także nie wybrałabym się na imprezę Techno. Ale świeczka była genialna. Zwiesiłam się na niej z dobre pięć minut. Kiedy w końcu zorientowałam się co robię. Doszło do mnie, że plecy przestały dawać się we znaki. Totalnie przestały boleć. Cud jak w Matemblewie. Fakt zioło działa naprawdę relaksująco. Nie spodziewałam się, że może do takiego stopnia rozluźnić mięśnie. Wspominałam o koledze co się niesamowicie skupia po ziele? Ja też tak miałam. Skupienie milion. Gdyby Cyklop z X-Menów od razu o tym pomyślał nie było by tylu szkód. Tylko owe skupienie jest niestety bardzo zgubne. Dajmy na to, że owe skupienie przekładam na coś pożytecznego np. malowanie obrazów. Czuje, że wychodziły by mi takie prace, że musiałabym stać się trzeźwofobem oczywiście o ile nie skupiłabym się na jebanej świeczce albo co lepsze, na zataczaniu kółek słuchawką od prysznica po stopach. To jest główny mój zarzut co do zielska. Wchodzisz w chory trans i skupiasz się na pierdołach, ponieważ nasze mózgi to zapyziałe lenie i zamiast wymyślić leku na raka  wolą oddać się nieróbstwu. Ci powyższy ludzie tak zrobili. Dlatego każdy ich wieczór kończy się na zjaraniu i patrzeniu w plamę na ścianie. Przez to cholerstwo
straciłam jednego z najlepszych przyjaciół. Na dzień dzisiejszy nie pogadasz z typem bo ma Whiskas zamiast mózgu. Mam przy tym dziwne przeczucie, że nie on ostatni.

Teraz się rozchmurzymy i przejedziemy się do Amsterdamu. Zabieram was na wycieczkę, mam nadzieje, że się cieszycie dzieciaczki.

W Amsterdamie zapach trawy będzie towarzyszył wam wszędzie. Miasto przygotowane dla maniaków maryśki, haszu i co sobie zapragniesz. Uliczki pełne kamienic to warkocz coffee shopów,cukierni i sex shopów. Co jakiś czas można się natknąć na wafle ( są totalnie zajebiste ), pub i sklepy serwujące sery który doceni każdy szanujący się Janusz-czytaj-możesz degustować sery do bólu. Skupimy się oczywiście na Coffee Shopach. Holendrzy ten biznes traktują naprawdę poważnie, więc jak to w sieciówkach sprzedawca ma na sobie rzeczy danej marki tak tu każdy jest zjarany. Jest naprawdę bogaty wybór i profesjonalna obsługa. Mieszacie ziółko z tytoniem? Fujka. Tam czekają na was skruszone liście bez THC. Dzięki czemu wasz joincik nie gryzie w gardziołko i ma nieporównywalnie lepszy smak. Ja byłam w Coffeeku o nazwie Prix d'Ami. Bardzo zacne miejsce. Szczególnie trafnym wyborem jest najwyższy poziom z lożami i telewizorami, które puszczają filmy. My trafiliśmy na "Jurassic Park" w 3D. Genialne. Kumpela opowiadała mi, że zbakana poszła na premierę Avatara. Już rozumiem jej emocje. W Coffeeku serwują pyszotki. Ja wybrałam wodę z kawałkami mango. Żeby zabić ten niesmak w ustach, który jest kolejnym minusem palenia, wypiłam 3 butelki. To jest dobry moment o poruszeniu tematu pac-mana. On nie istnieje. Tu nie chodzi o to,
że nagle jesteś głodny ale po ziele wszystko staje się spotęgowane. Nagle twoja skóra jest jedwabiście miękka, a kanapa na której siedzisz aż się prosi by ją głaskać. Tak samo jest z jedzeniem. Najpierw zajadasz gorycz w ustach. Następnie okazuje się, że wszystko mega smakuje, a potem już jesz w tym samym transie jakim zachwycasz się punktem na ścianie. Moim największym błędem był zakup paczki Skittles. Gdybym miała przy sobie tę żyrafę z reklamy to wydoiłabym ją tak szybko, że dziewczyna nie nadążałaby z jedzeniem tęczy. Bardzo nie polecam zioła osobą co chcą pozostać fit. Napychanie się z nudów i zatwardzenie to jakaś zmora. Tylko patrzeć jak parnik się rozlewa.

Podsumujmy sobie ten wywód. Zioło jest dobre jak z grzechu obżarstwa nie robisz sobie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Kiedy palisz sobie w doborowym towarzystwie raz na ruski rok i nie rujnujesz sobie i innym życia. Jeśli miałabym powiedzieć czy polecam? Nie! Nigdy nie zamieniłabym winka na blanta. Nie jestem fanem tego otumanienia po ziele i tego jak w ułamku sekundy moje otoczenie zmienia się w zwolniony film. Nie lubię się odmóżdżać do takiego stopnia,
że nagle najważniejsze na świecie staje się gapienie w nicość. Jeśli już znalazłeś się w tej sytuacji kiedy kolejny rok przeleciał ci przez palce powinieneś przystopować. Szkoda życia na taki shit. Wystarczy zebrać się do kupy i przyznać przed samym sobą czy warto tracić sympatię, kumpli i tkwić w tym samym miejscu bez jakiegokolwiek celu?

wtorek, 5 września 2017

Kogut wersus Kura


Kogut wersus Kura czyli o tym jak moja matka zwichnęła mi psychikę.
 
Lubię porządek. Kiedy byłam dzieckiem moim największym nemezis był odkurzacz. Dostawałam niemal apopleksji na myśl, że muszę go znowu włączyć i szorować po podłodze. Dodam, że owy proces był powtarzamy dzień w dzień ponieważ moja mama była chora na punkcie porządku. Także ja i moje 2 młodsze siostry od małego miałyśmy prane mózgi na puncie sprzątania. Jak pies Pawłowa potrafiłyśmy niebywale skutecznie do samego powrotu matki z pracy dopracowywać mieszkanie do perfekcji choć w 9/10 przypadkach i tak nasza rodzicielka potrafiła się do czegoś przyczepić.
Jako nastolatka obiecywałam sobie, że w moim domu to będę mieć wszystko w dupie. Jak będę mieć ochotę to posprzątam jak nie to będzie syf i muchy. Jednak przewrotny los wziął górę i obecnie w moim domu jest jak w pudełku, a ja jestem mojej mamie bardzo wdzięczna za wytresowanie mnie, ponieważ mam niesamowita organizację i nigdy nie muszę się wstydzić za mieszkanie nawet jak wpadną niezapowiedziani goście. Naturalnie zdarza mi się zostawić parę talerzy w zlewie czy bluzkę na krześle ale nyga plis.

Czemu o tym wszystkim mówię? Wydaje mi się, ze nasze mieszkania są wizytówką tego jacy jesteśmy. Niejednokrotnie byłam w szoku kiedy to zaproszona na kolację, czy nawet piwo do znajomych zastałam w mieszkaniu coś po między meliną, a przytułkiem dla bezdomnych. Podłoga tak lepką, że nie było opcji żeby zdjąć buty, z kibla jawiła się wydra, zlew piętrzył się od brudnych garów, a kuchenka nadawała się tylko na szrot bo żaden Cilit czy inny Domestos tego nie wyżre.  Wszędzie powywalane ciuchy. Jednak najgorsze są śmieci. Toż to capi na cały dom po 3. piętro. Jak to mawiała moja mama jeszcze nasrać i przykryć. Dziada i baby brak. Jako, że jestem bezpośrednia jak Magda Gessler zapytałam koleżanki co jest nie tak? W odpowiedzi dostałam ten sam tekst co zawsze : Mój facet mi nie pomaga w sprzątaniu więc po jakimś czasie też miałam dość i przestałam o to dbać.

Jest XXIw. i wydaje mi się, że nie jestem już kobietą. Bo problem mojej koleżanki przerabiałam niejednokrotnie. Ba! Zmagam się z nim po dzień dzisiejszy. Jestem wołem! Jestem wielozadaniowa. Może do tego co zaraz napisze ktoś przypnie łatkę feminizmu ale na nas kobiety spada wszystko co możliwe. Panowie my też pracujemy. Wracamy po 8-12 godzinach z pracy do pracy. Bo dom to nasz drugi etat za który nam nikt nie płaci ani nawet nie poklepie po plecach z uznaniem.

Mężczyźni nie powinni pomagać swoim kobietą w domu!

Całkowicie się z tym zgadzam. Pomóc mi może moje 5-cio letnie dziecko (jak się takiego kiedyś dorobię) przy smarowaniu chleba Nutellą. Chłopaki ten dom jest tak samo wasz jak nasz. Więc w waszym zakichanym obowiązku jest ruszyć dupę wstawić pranie ( i nie robić z siebie debili jakoby nie wiecie jak się obsługuje pralkę czy, że nie miesza się czarnych z białymi), poodkurzać, umyć naczynia czy zrobić zakupy. Zakładam, żę jesteście tak samo inteligentni  i otwierając lodówkę spostrzeżecie, że nie ma już jajek czy myjąc zęby, że kończy się pasta. Niestety z przykrością stwierdzę, że same jesteśmy sobie winne. Od małego przyzwyczaja się chłopców, że mama wszystko w domu robi, skacze koło dzieci i króla męża. Moja jedna niedoszła teściowa to była dopiero robotem. Gimnastykowała się wymyślając co nowe przepisy aby zaspokoić zachcianki męża i dzieci. Do dziś nie zapomnę tego z jaką obrazą zarzucił jej, że nie będzie jadł pieczeni bo była 2 miesiące temu. Ja byłam wtedy nieopierzonym podlotkiem, a już wtedy witki mi opadły. Dodam, że pieczeń była zajebista.

Kiedyś byłam tak zwichrowana, że też robiłam co chwilę obiadki i kanapeczki do pracy i ze smutkiem zauważyłam, że dla mnie tego obiadku regularnie nikt nie robi, o bułeczkach do pracy to w ogóle mogę zapomnieć. Więc się zbuntowałam. Bo gdzie są kurwa moje kanapki?! Ja też pracuję na cały etat i do tego studiuje.

Często w internetach napotykam na komentarze Smalców Alfa którzy heheszkują co to on baby nie będzie utrzymywał, ma być obiad, posprzątane, a ona zawsze chętna. Pewnie tak by mogło się zdarzyć jak baba zamiast śniadania i kolacji wciągnie grama koki. Ostatnio usłyszałam komentarz od mojego niedoszłego co to w Belgii uczeni doszli do oszołamiających odkryć, że mężczyźni nie są stworzeni do sprzątania. No jak bym obuchem dostała. Mało tego, dla niego był to naprawdę dobry argument, żeby w domu nic nie robić. Pomyślałam świetnie! W takim razie ja nie jestem stworzona do pracy. Proszę zaciągnąć mnie do domu i zrobić mi dziecko, a potem zapierdzielać tak żeby nam na nic nie zabrakło. Bardzo japońskie. Leży mi taka zamiana. Tak poważnie to sugeruję osobą, które chciały by się takimi artykułami kierować lobotomię.

Podsumowując koledzy, nieznajomi, może mój przyszły mężu jeśli chcecie mieć w domu uśmiechniętą, pozytywnie nastawiona do życia dziewczynę w której można się zakochać na zabój nie traktujcie jej jak himalajskiego jaka. Gwarantuje, że kręgosłup wam nie pęknie jeśli przejmiecie połowę obowiązków. Z pewnością docenicie i zrozumiecie ile pracy trzeba włożyć w to, żeby mieszkało się godnie.

środa, 19 lipca 2017

Jestem tolerancyjna jak mogę.... na ludzka nietolerancję.

Ludzie stanowią, według teorii: ssaków naczelnych. Znajdujemy się na górze piramidy jako istoty myślące, kreatywne oraz posiadające uczucia.
Jednakże w tym miesiącu przekonałam się (po raz kolejny) jak bardzo te wszystkie teorie możemy sobie głęboko w gardła wsadzić, do których tak ochoczo sobie skaczemy.

Planowałam wpis o tym jacy to ludzie są burakami i ten wpis się jak najbardziej pojawi. Natomiast uważam, że jest coś bardziej ważnego niż polemizowanie na temat
słomy w niektórych butach. 30. czerwca bieżącego roku 393 posłów SPD, Die Linke oraz Zielonych oraz część CDU/CSU poparło związki homoseksualne w Niemczech pozwalając
na ich legalizację. Innymi słowy na małżeństwa par jednopłciowych. 05.07.br. czytam na łamach platformy wiadomości.gazeta.pl o tym, że polski rząd postanowił zreformować
zajęcia z WDŻWR-u (wychowanie do życia w rodzinie czy inaczej wychowanie seksualne). Nie powiem, że nie jest to potrzebne. Te zajęcia od kiedy pamiętam były żałosne.
Zawsze prowadziła je nauczycielka totalnie nieprzygotowana do takich zajęć, która podczas losowania w pokoju nauczycielskim wyciągnęła najkrótsza zapałkę. Jak sięgam pamięcią
dziewczynką wmawiano, że okresu należy się wstydzić, a słowo penis wywoływało salwy śmiechu. Niestety mimo mojej wielkiej nadziei, że naprawdę coś zostanie zrobione w tym kierunku
czytam o punktach w których jak byk pisze, że "szkoła ma wzmacniać proces identyfikacji uczniów z własną płcią". Owa reforma wyklucza Gender oraz uważa, że "seks jest jedynie
słuszny w momencie prokreacji par heteroseksualnych związanych świętym związkiem sakramentalnym".

Pamiętacie "Dzień Świra" Marka Koterskiego? Pozwolę sobie przytoczyć jeden z bardzo trafnych komentarzy Adasia Miałczyńskiego : Ja pierdole, Kurwa.

Zapoznałam was pobieżnie z tematem moich rozterek i pewnie spytacie czemu tak rozwodzę się nad tak niewygodnym nie tylko dla Polaków tematem.

Postanowiłam podejść do sprawy na chłodno. Odczekałam sobie 2 tygodnie i dalej jestem masakrycznie zniszczona.
Dla tych co nie wiedzą mieszkam w Berlinie. Niestety żeby tu żyć należy potrafić się porozumiewać także postanowiłam zapisać się na kurs niemieckiego, które notabene są tu naprawdę
dobre i ostatecznie dla tych co chcą się czegoś nauczyć skuteczne ale o tym kiedy indziej. Mój kurs prowadziła pół Niemka pół Rosjanka. Kobieta ta była wyznania świadków Jehowy (absolutnie
mi to zwisa). Problemem tej kobiety było jednak to, że czasami jej misja nakładała jej klepki na oczy i nic poza swoim wyimaginowanym światem do niej nie dochodziło.
Ja naprawdę, mimo, że pierwsze wrażenie mówi coś innego bardzo szanuje ludzi. Z respektem podchodzę do szefa czy wykładowców. Można powiedzieć, że moja mama się przyłożyła w wychowanie córki.
Przeważnie ten potok pierdół które owa kobieta z ogromną porcją jadu wylewała z siebie średnio mnie obchodziło. Dla przykładu jej wizja katolicyzmu opierała się jedynie na księżach
pedofilach i dawaniu na tacę. Dla jasności ja nie widzę problemu, że ktoś sobie myśli jakieś tam rzeczy bardziej i mniej prawdziwe. Natomiast uważam, że nauczyciel uczący przede wszystkim
Muzułmanów po 6 klasach podstawówki nie powinien im na siłę wpierdzielać zakrzywione wizji innych religii. Skandując przy tym, że Strażnica to jedyne właściwe poczytadło.

Wybaczcie, że zanudzam was pierdami na temat Wykładowcy z zaburzeniami ale to właśnie ta kobieta zaatakowała mnie na tle całej grupy i maglowała przez 30 min. Po niemiecku!!!

Jak wyżej wspomniałam Niemcy stało się europejskim Las Vegas i każdy szanujący się homoseksualista może poślubić drugiego osobnika tej samej płci i żyć długo i szczęśliwie.
Nie spodobało się to pani z przedszkola która wyraziła się jasno ( na forum słuchających jej Muzułmanów ). Homoseksualistów określiła mianem chorych psychicznie, którym pod żadnym pozorem
nie należy powierzyć dzieci. Przyznam zakłóciło to moją Nirvanę i wydusiłam z siebie krótkie veto. Kobieta niczym torpeda wystrzeliła z końca sali, żeby walnąć pięścią w stół
z pytaniem "Bo co?!" Nie będę wam z wypiekami zdawać relacji jakie argumenty szły z mojej strony, a jakich argumentów tej kobiecie zabrakło. Co jednak najbardziej mnie uderzyło to obserwacje
i wnioski które wyciągam kiedy patrze na co niektórych z was. Nie chce tu nikogo obrazić, chociaż może co niektórym przypomnienie jak bardzo nisko są by się przydało.
Chcę jednak wyjaśnić sobie dla spokoju własnego sumienia jedną rzecz. CO WAS KURWA OBCHODZI KTO Z KIM ŻYJE?! Czy to naprawdę jest takie ważne jak kto uprawia seks?!
Albo, że bardziej niż kobietą czuje się mężczyzną?! Umówmy się, że ktoś kto nikogo nie krzywdzi i robi coś zgodnego ze samym sobą to na jakiej podstawie zasługuje na lincz?
Przecież homoseksualizm nie jest od wczoraj? Ludzie przejawiają skłonności homoseksualne od zawsze. Dodam, że dla zwolenników hasła " niezgodne z naturą" też mam dobra radę.
Otwórzcie atlas Zwierząt i roślin, odpalcie Krystynę Czubównę i zaczerpnijcie wiedzy, a dowiecie się, że zarówno zwierzęta jak i rośliny maja skłonności homoseksualne. Delfiny na przykład i żaden
drugi delfin nie wypierdzieli go ze stada z okrzykiem " normalna rodzina chłopak i dziewczyna". Zwolenników myślenia, że Bóg tego zabrania upraszam zastanowić się czy to nie wasz Bóg
powiedział, że ze wszystkich cnót to miłość jest najważniejsza?

Reasumując bo się rozpisałam tak, że nikt tego nie przeczyta. Niech każdy w własnym mniemaniu zastanowi się zamiast zbeszta kogoś za odmienność płciową czy seksualną, czy ta osoba
robi mi jakąkolwiek krzywdę? Czy to wy krzywdzicie ich swoim bezsensownym promowaniem nienawiści?

sobota, 15 kwietnia 2017

Jak Wielkanoc to ?

Jak Wielkanoc to koniecznie wielkie sprzątanie i zakupy jak na nadejście apokalipsy zombie!

Kto z nas nie zna cudownego czasu świąt wśród rodziny pysznej strawy 
i wiosny za oknem.
Zawsze wolałam Wielkanoc bardziej od Gwiazdki!

Dlaczego Wielkanoc jest lepsza od Gwiazdki okiem poganina :

1. Wiosna (chociaż czasami leżał jeszcze śnieg).
2. Żurek.
3. Biała kiełabasa
4. Jajka na twardo.
5. Jajka w majonezie ze szczypiorkiem.
6. Nie trzeba się dzielić opłatkiem.
7. Nie wydasz miliona na prezenty.
8. Czekoladowy królik jest tak samo zajebisty jak czekoladowy Mikołaj.
9. W Wielkanoc zaczynasz jeść od śniadania kiedy w Wigilię musisz czekać do pierwszej gwiazdki.
10. Śmigus dyngus jest też spoko. (Całe życie wymawiam to śmiNgus dungus)

Także z mojej strony życzę wam wszystkiego dobrego i  10 wiader na głowę.

czwartek, 13 kwietnia 2017

Maminsynek, czyli jak zbyt długie nieodcinanie pępowiny przenosi chłopców do Nibylandii.

Witajcie moje kochane 34 osoby. Obawiam się, że po tym poście zostanie was już w ogóle garstka także nie zanudzam i od razu przejdźmy do rzeczy, a przykrości powiemy sobie w komentarzach.

***

Miewam, że tytuł wzbudził w was poruszenie. Temat mimo, że dotyczy tej płci brzydkiej bardzo dotyka nas, kobiet. Szczególnie kiedy to kobieta krzywdzi drugą kobietę. I tak! Warto nazywać tu rzeczy po imieniu ponieważ przy produkcji faceta splątanego w sidłach "Mamusi"po dupie dostaje ta druga. Jeśli na twoim palcu nie widnieje pierścionek, a pod sercem nie rośnie pierworodny to jest jeszcze szansa wziąć nogi za pas.

Parę lat temu miałam przyjemności pracować w bardzo szanującej się firmie odzieżowej i być tam kierownikiem. Pamiętam jak dziś w piękny wiosenny dzień nawiedziła nas osobliwa para rodem z sitcomu. Starsza pani i jej już łysiejący syn w musztardówkach z nieprzeciętną stalówką: sweter w rąby koniecznie wkasany w jeansy po pępek. Ideą dzisiejszego marketingu jest aktywna sprzedaż także moja śliczna blond koleżanka podeszła by pomóc państwu w zakupach. Jakim jej zdziwieniem było kiedy na wszystkie zadane facetowi pytania o rozmiar, kolor czy fason odpowiadała jego  60-letnia matka. Podczas pakowania zakupionych ubrań owa kobieta bezpardonowo zapytała moją koleżankę o numer telefonu dla jej syna, który stał ramię w ramię. Dlaczego o tym wspominam? W tamtej chwili pomyślałam, co za biedny facet, że jego matka to sfiksowana baba która totalnie go zdominowała. Dzisiaj już wiem, że ten facet nie nosił by dzisiaj tego wsiuńskiego sweterka i miał by przy sobie żonę albo kogoś na jej podobieństwo gdyby potrafił własnej matce wyznaczyć granicę dobrego smaku. 

Czemu my kobiety robimy to swoim synom? Pojęcie Maminsynka jest powszechnie znane i przeważnie używało się je kiedyś na podwórku, żeby wkurzyć kolegów kiedy mama na obiad wołała i nie uznawała sprzeciwu. Miało to wtedy sens. Dokładnie! Tylko, że my mieliśmy wtedy po 7 lat. Sprawa się rypie kiedy facet ma lat 25 i więcej, mieszka z dziewczyną, narzeczoną czasem już nawet jest po ślubie jednak mama czyha jak drapieżnik by w odpowiednim momencie zaatakować i wytrzeć swojemu malutkiemu synkowi gila.
Tak sobie tutaj jajcujemy ale czy wiecie, że to jest ogromny problem i w niesamowitym tempie rosnąca frustracja? 
Prowadzę taki jeden fanpage, pozwolę sobie na brak product placement. Są tam same babki i co się okazuje? 90% rozpadu związków wynika z nieodciętej pępowiny u ich mężów. Poznałam tam takie historie, że kał się mrozi w żyłach. Matki ich mężczyzn wchodzą im dosłownie na łeb by skrytykować każdy gest i zagłaskać swojego syna na śmierć. To doprowadza nas żony do szału, ponieważ nasi mężczyźni pozostają nieudacznikami. Nie są zdolni do podjęcia żadnych działań, a jedyną istotą która w ich oczach ma rację jest ich mama. Mimo, że są dorośli nie potrafią samodzielnie podjąć decyzji bez konsultacji z mamą. Nie obchodzą ich konsekwencję ponieważ mama przybiega zawsze na ratunek. Drogie nadopiekuńcze mamy to co robicie jest szkodliwe ponieważ mylicie pojęcie miłości z kontrolą nad życiem dorosłego człowieka i powodujecie, że któregoś dnia w ich szafach będą tylko te swetry w romby.
Teraz ktoś powie, że będę miała swoje dzieci to zobaczę. Muszę was rozczarować ale nie. Nie mam takiego charakteru. Czemu te mamy tak mają ? A no według opinii psychologów wynika to z potrzebą miłości i poczucia męskiego zaangażowania w ich życie.  Wiele z tych kobiet nie dostaje tego czego by chciało od swoich mężów i rekompensuje to relacją z synem.
 Taki syn przejmuje obowiązki męża: pomaga matce, zabezpiecza potrzeby psychiczne takie jak miłość, szacunek, uwagę i ciepło. Niestety to bardzo się odbija na jego związku ponieważ nie jest on studnią bez dna. 
Moja bardzo mądra koleżanka, dziś szczęśliwa mężatka powiedziała kiedyś swojemu chłopakowi, obecnemu mężowi : " Ja jestem najważniejsza!"Ktoś sobie pomyśli co za egoistyczna sucz ale dziewczyna miała sporo racji ponieważ jego matka jak snajper czaiła się na każdym rogu a on dawał jej się przytulać do cycka. Cholera jasna. Pobudka mamy i synowie to jest obrzydliwe! Takie gesty są zarezerwowane dla małych dzieci i waszych mężów. Nie wymagajcie, żeby wasz dorosły syn przy jego dziewczynie powiedział do was per "Kochanie" bo możecie być pewne, że z tego związku wnuków nie będzie. 
Nikt nie zabrania wam matką kochać swoich synów tylko przez takie wychowanie dostają oni naklejkę "pipa".
Teraz zwrócę się do was, facetów. Widzę jak wam bardzo się podoba to wieczne rozpieszczanie przez mamusię. Mamusia nie ocenia, pochwali i powiesi wasz bohomazek na lodówce. Żona tylko ciągle wymaga i ma jakieś uwagi i listę zadań do zrobienia. Mama zrobi za to masaż karku, powie jaki byłeś dzielny wytrzymując te bite 8 godzin w pracy. Żona zagoni do obierania kartofli.  Przychodzi bowiem taki moment kiedy to żona założyłaby tę seksowną bieliznę i czekałaby na ciebie w sypialni, ale ty wolałeś nie wyznaczyć zdrowej relacji rodzinnej ze swoją mamą i teraz ona wybiera dla Ciebie jeansy z śliczną blondynką która nigdy na ciebie nie spojrzy.

Także kochani moi jeśli was coś zabolało to wierzę, że nie odbierzecie tego jako atak ale zanalizujecie sobie czy aby na pewno nie bierzecie udziału w takiej patologii. Może się okazać, że ta fajna dziewczyna z ambicjami i dobrym sercem była najlepszym co mogło spotkać waszego syna i pozwolić mu na zbudowanie ogniska domowego. Osobiście uważam, że takie poryte relacje należy zostawić Włochom i nie rozszerzać tego poza granice Italii.

sobota, 25 marca 2017

poniedziałek, 20 marca 2017

Ta Chuda





Z grzeczności i kultury osobistej nie zwraca się uwagi osobą grubym. Szczególnie gdy jest ta osoba kobietą. Mało tego w przypadku kiedy my kobietki między sobą plocimy żadna kiedy usłyszy od drugiej, że ta jest na diecie bo zgrubła tego nie potwierdzi. Gdzie?! Zaprzemy się w jej obecności rękami i nogami głosząc ody do jej cudownych kobiecych kształtów z naciskiem jak byśmy tak chciały wyglądać. Tere fere. Wszystko trwa do momentu aż ta znika z zasięgu naszego wzroku. Ale to już tylko wynik tego jakie z nas bydlaki.

Ten rozdział nie będzie absolutnie miał na celu nikogo obrazić ale coś wam uświadomić.
 Coś co dotyka osób chudych. Także szkło w dłoń i wio!

Żadne z nas nie wypowiada się na temat nadwagi drugiej osoby. Nikt nie powie : "Ja pierdole ale jesteś tłusty! Zabrakło mi palców do policzenia ilości fałd na brzuchu! Nie żryj tyle!" 
Wręcz przeciwnie zagłaskujemy je na śmierć. Skoro tyle w nas empatii to czemu nie sprawia nam problemu głośne komentowanie wyglądu osób chudych.

Kiedy byłam dzieckiem, później nastolatką byłam chuda. Ale tak na fest. Do mojej dziecięcej wersji przyklejono łatkę Tadek-Niejadek, w gimnazjum natomiast była już klasyczną deską. Z zazdrością patrzyłam na koleżanki które miały się już czym pochwalić. Potem już wyglądałam normalnie. 3 lata temu jednak zapragnęłam być szczupła ale tak naprawdę chudziutka. Wzięłam się ostro i w niecałe pół roku schudłam 15 kg. Byłam naprawdę jak gałązka. Szczęśliwa z lecącej wagi.
Powiedzmy sobie szczerze na chudych ludziach wszystko wygląda dobrze! Pierwsza fala mojego zrzucania wagi spotkała się z komplementami. Jednak to co zdarzyło się później jest meritum dzisiejszej debaty.

Nie zliczę ile razy i od ilu ludzi prosto w twarz usłyszałam, że jak ja wyglądam i co z siebie zrobiłam. Byłam według wielu "sucha".
Facet nie pies na kości nie leci   

Powyższa  fraza to jedna z moich ulubionych którą często widzę na tablicach osób szczupłych inaczej. Zastanawiam się jak wiele dissów poleciało by pod moim imieniem gdybym wstawiła sobie na fb mema o treści 
Jesteś gruby? Idź bądź gruby gdzie indziej

Nie chcę rozliczać nikogo z tego jak wygląda i jak się z tym czuje. Jeśli widzę kogoś grubego i nie wynika to z żadnej choroby tylko ze zwykłego obżerania się do bólu i braku aktywności fizycznej to jego broszka i powstrzymuję się z udzielania mu reprymendy na temat jego wyglądu. Jesteśmy wyedukowanym społeczeństwem, są siłownie i zajęcia fitness, czy nawet zwykły park albo las więc jeśli komuś by przeszkadzało jak wygląda to coś by raczej z tym zrobił.

Dlatego nie zgadzam się, żeby z osób chudych, z natury czy z wyboru,można było szydzić do woli!

Mam parę znajomych dziewczyn chudych z wyboru, które też co rusz spotykają się z naprawdę ostrym hejtem. Jedna ostatnio usłyszała, że powinna przytyć bo jak będzie jeździć autem to może nie wyrobić przy teście łosia i będzie dachowanie. Jej reakcja była naturalna. Zbluzgała delikwenta od stóp do głów. Nie powiem, że moja pierwsza myśl była dość wyśmiewająca ową postawę ale po chwili zdałam sobie sprawę, że całe otoczenie tej dziewczyny wiecznie zwraca uwagę na jej dietę czy wygląd. Odsyłam was do porównania - inna moja znajoma, która była gruba dostała od rodziców na gwiazdkę karnet na fitness i płytę z Chodakowską . Możecie się domyśleć, że Wodecki nie zdążył dośpiewać na Jedynce "Wśród nocnej ciszy", a tyle ją widzieli. Chuda musi niestety wysłuchać całego szwadronu rodzinnego i to w czyjej intencji powinna teraz zjeść. 
Ja nie poruszam teraz skrajnych przypadków o dosłownym głodzeniu się bo to są zaburzenia. Mi się głównie rozchodzi czemu osoby o ponadprzeciętnej budowie ciała pozwalają sobie szydzić z chudych?!
Innym razem jestem na obiedzie u rodziny mojego chłopaka. Jego wuj nie zdążył się ze mną przywitać za to na wstępie skupił się na mojej figurze. Uwierzcie mi tekst na dzień dobry " Boże, jak ty wyglądasz?!" zasłyszany od typa który mógłby swój bebzon na belce oprzeć wydaje się dość groteskowy. Jednak w obecności całej rodziny, z twoim chłopakiem włącznie  sprowadza cię do roli kurczaczka w skorupce.

Pozwolę sobie odważnie podsumować. Moi drodzy szczupli, nie dajcie sobie w kaszę dmuchać. Jeśli ktoś myśli, że może wam ubliżać tylko dlatego, że z jakiś przyczyn wyglądem nie przypomina was, to się zajebiście myli. Nikt nie ma prawa wam mówić takich rzeczy! Nikt nie powinien sugerować jak kto ma wyglądać. Może to zabrzmi nie fer ale ludzie grubi są chronieni jakąś cholerną otoczka społeczeństwa, która uznaje za taboo mówienia im jak wyglądają. To samo społeczeństwo jednak nie widzi problemu by nazwać kogoś szkieletem, chuchrem etc. Takie teksty też bolą i to nawet podwójnie bo w obronie chudego nikt nie stanie.

Liczę, że ten tekst otworzy parę umysłów. 


piątek, 17 marca 2017

Kończą mi się koleżanki...

Prawidłowy tytuł brzmi : Kończą mi się koleżanki, które nie maja dzieci.

Dostanę baty za ten wpis,już nasmarowałam dupę cebulą.
*** 

Z perspektywy naszych dziadków  jestem już starą panną. 27 ( prawie 28) lat bez męża, domu, zasadzonego drzewa i bez dziecka. Niby jest moda i teraz rodzi się po 30. Niestety moje koleżanki postanowiły nie być mainstreamowe i prawie każda ma tuptającą pociechę przy sobie. Dziś wpadł mi w ręce artykuł o historii dwóch psiapsi, które co weekendzik robiły wypad na miasto i nagle bum, jedna w ciąży. Artykuł napisany był z perspektywy owej przyszłej mamy, która została sama w domu ze zdawkowymi wiadomościami na messengerze, smutna i opuszczona.

STOP
Wypowiem się teraz na temat który nikogo nie obchodzi
 i o którym się nie mówi.

Jakieś trzy lata temu dowiedziałam się, że moja najdroższa koleżanka spodziewa się bejbika. Super! Rodzina i osoby do kochania się mnożą! Byłam wewnątrz siebie na maxa zaoferowana ową sytuacją ponieważ sama znalazłam się w tym magicznym kręgu presji " Zegar biologiczny tyka". Nigdy wcześniej nie miałam styczności tak realnie z ciężarną kumpelą. Z ciężarną matka, ciotką, sąsiadką owszem. Ale z moją ziomalką, co na sztuki kupowałyśmy fajki kitrając się po krzakach? No nie.
Byłam zamroczona faktem, że nic się nie zmieni. Postanowiłam solidarnie nie pić i mówić jak to promienieje z dni na dzień. Odnowił się nam nagle kontakt z koleżankami które już dzieci miały. Przy owych spotkaniach czułam się jak takie piąte koło u wozu. No bo jak mam się wypowiedzieć na temat dzieci skoro żadnego nie posiadam i raczej nie zapowiada się abym posiadać miała.
Po miesiącu temat porodu znałam tak dokładnie jak niejeden lekarz ginekologi. 
Kupa. Nie interesuje cię jej temat? No niestety przebrnęłam przez wszystkie rodzaje stolców. 

Nie wiem dlaczego ale my kobiety uwielbiamy się chwalić. Jeśli myślicie, że ogień to dar bogów dla ludzkości to jesteście w błędzie. Mam wrażenie, że każda matka w niedziele przy ambonie klepie zdrowaźki w intencji Zuckerberga za to, że może wrzucić tam zdjęcie swojej pociechy. 
Także moja tablica w 2017 roku jawi się słodkimi foteczkami Stasiów i Moniczek jak jedzą, tańczą, robią kupkę i demolują pół chałupy będąc przy tym ohasztagowane na miliony sposobów. 
Nie zrozumcie mnie teraz źle. Nigdy nie byłam negatywnie nastawiona do dzieci, wręcz bardzo za nimi przepadam. Nie przepadam jednak za tym wrażaniem, że wyssały z moich znajomych wszystkie tematy do rozmów zostawiając wyłącznie: kupę i to co w międzyczasie ich pociecha zrobiła. 
Naprawdę myślałam, że mi się wydaje ale z każdą chwilą czułam jak bardzo oddalają się relację z każda z nich i jak strasznie nieatrakcyjna w ich oczach jestem kiedy chce poruszyć każdy inny temat.
Co ciekawe non stop się słyszy jak to kobiety mają zapierdziel przy dzieciach. Pranie, sprzątanie w międzyczasie kupa. Nie wiem czy dobrze rachuje ale chyba to dziecko ma ojca. Nie rozumiem czemu ojcowie nie zajmują się dziećmi? Obserwowałam parę par i po czasie doszłam do wniosku, że my kobiety za nic nie damy im tego dziecka! On wszystko zrobi źle i nie tak jak my. My zawsze zrobimy lepiej! Drodzy mężczyźni bardzo jest mi was żal. Facet mojej koleżanki tak się wycwanił, że urządził jej w domu mini siłownię. Tylko żeby ona go z dzieckiem sam na sam nie zostawiła. Dlatego niestety do 18-stki dziecka mogę zapomnieć o mojej koleżance jednej i drugiej. Czy mogę je odwiedzić? Siur! W porze drzemki i przed powrotem męża. Jeśli po drzemce to masz pewność, że nie dopijesz herbaty, bo dzieci ładują się z powietrza. 
 
Jeśli komuś się dalej wydaję, że ponosi mnie fantazja i zwyczajnie im zazdroszczę. To muszę was rozczarować ale ... nie. Za to mam kolejną ziomalkę  w ciąży. Wyniki krwi jeszcze nie przyszły, a ja znam już całą historię jej dolegliwości. Ja rozumiem, że dla każdej dziewczyny to szok, coś nowego o czym trzeba mówić. To jest trochę jak z tym, że każdy na fb musi wstawić posta z informacją, że spadł śnieg. Jak ja bym kurwa okna w domu nie miała...
 
Przyszłe i obecne mamy ogromnie was proszę dajcie nam bezdzietnym również funkcjonować w waszym życiu na kompromisowych zasadach. Nas też cieszy ten mały promyczek ale trochę inaczej niż was. 
 
Tekst nie miał na celu nikogo urazić, nie jest on wysokich lotów więc uprasza się o wyjęcie kija z tyłka.  To tylko subiektywna ocena. Wszystkie komentarze chętnie przeczytam. Chociaż pewnie większość zignoruję, ale nie poddawajcie się i do następnego!