niedziela, 24 grudnia 2017



Z samego rana, budzą mnie krzyki krzątających się ciotek, wujków i rodzicielki. Ciocia piecze kolejne ciasto mimo, że mamy już 3 blachy i tort. Kto to kurde będzie jadł? Zawsze zadaje sobie to pytanie patrząc na uginający się pod ciężarem wigilijny stół. Zawsze wszystko jest zjedzone. Nie wiem gdzie moja rodzina ze mną na czele to mieści?

Zaczynam doceniać tę moc tradycji. Możliwość pobycia z bliskimi. Mimo, że znowu usłyszę,że dalej nie ma narzeczonego na horyzoncie i fajnie było by zobaczyć mnie z wianuszkiem dzieci... Na tę sytuację mam już wachlarz gotowych odpowiedzi typu, że narzeczony pojawi się jutro albo wcale. Mówiąc to nałożę wścibskiej cioci pieroga na talerz, a umówmy się kto się oprze pierogowi? W tym czasie mam chwilę by zmienić temat i niczym łasica wyślizguje się spod gradobicia trudnych spraw.
Prezenty zawsze kupuję na wyprzedaży. Nie lubię przepłacać. Cały myk jest w tym aby kupować ładne ( w przypadku kobiet ) i praktyczne ( w przypadku mężczyzn) rzeczy. Co do dzieci wystarczy w programie zobaczyć co jest teraz na topie względem kreskówek i zakupić adekwatne zabawki za miliony. Ja od lat się wycwaniłam i kupuję ciastolinę Play doh. Jak dzieci odpakowują owy prezent zawsze patrze wtedy na matkę owego dziecka. ona już wie, że jedyne co może zrobić to schować włochate dywany i okryć meble folią malarską. Przynajmniej ja lubię sobie tak to wyobrażać.

Nie lubię karpia. Raz, że naprawdę mi żal widoku tych ryb umęczonych w zbiornikach, które ostatkiem sił próbują przeżyć, dwa przeraża mnie sytuacja która przewija się przez ostatnie parę świąt czyli: Resling w Lidlu. Żałuję, że nigdy nie mogę trafić na dane widowisko. Była bym ta osobą która podawałaby krzesła. Na koniec zapewnię was, że karpia nie jadam bo jak ryby uwielbiam to za mulistymi nie przepadam. Kiedyś jak się dorobię narzeczonego i tego wianuszka dzieci ( lubię czasem żyć nierealnymi marzeniami) to karpia u mnie nie będzie.
Umówmy się barszcz tylko z kartonu. Z torebki to już naprawdę wersja dla ignoranta. Ale nie ma szans, żebym w wigilię siadała do stołu z różowymi od buraków rekami. Z moim szczęściem kolor ciągnął by się po same łokcie. Barszcz z kartonu jest mega.  Wystarczy dosypać majeranku i nikt się nie pozna.
Co do pierogów to polecam sposób na miesiąc z serialem. Miesiąc przed świętami odpalam jakiś nowy fajny serial i ręce zajmuję lepieniem. Potem takie śliczne ulepione pierożki wkładam BEZ gotowania do zamrażalnika. Na wigilię wszystko mam świeże i nie tracę nocy na walkę z ciastem. Chociaż warto mieć parę awaryjnych paczek pierogów z biedronki. Jak się odsmaży i oprószy cebulka to nikt tam się nie pozna. Pamiętajcie tylko o ładnym półmisku i ozdobieniu talerza. Ludzie jedzą oczami, można ich łatwo oszukać.
Kiedy tu z wami dziele się trickami dzwoni już kolejna ciotka składając życzenia. Oho życzenia... Dzielenia się opłatkiem strasznie nie lubię - patrz punkt z narzeczonym. Wyznaję za to idee zrzucenia tego obowiązku na najstarsza osobę w rodzinie która przemówi w imieniu wszystkich. Raz nie tracimy czasu na składanie życzeń każdemu z osobna, jedzenie nie stygnie, a w domownikach nie rośnie poziom zażenowania.
Dziś  z tego miejsca chcę wam powiedzieć, że nie ważne jest skąd jest barszcz i ile kosztowały te piękne złote kolczyki, nikt nie musi wiedzieć, że połowa została zakupiona na black Friday. Nikt nie musi wiedzieć kiedy lepiłam pierogi. Liczy się gest. Tym entuzjastycznym akcentem chce wam życzyć wesołych świąt i miłości w rodzinnym gronie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz