niedziela, 31 grudnia 2017

Dobre Wejście w nowy rok. Wjeżdżam z buta.




Czy tylko mnie nie opuszcza wrażenie, że kolejny rok przeciekł mi przez palce? Nie zrozummy się źle. Dla mnie 2017 był bardzo intensywny, pełen robienia wszystkiego na ostatnia chwilę mimo, że naprawdę starałam się być sumienna i za każdym razem  robić wszystko od razu.
Nie mogę się pochwalić się wyprawa na Everest czy niewynalezieniem leku na raka. Jednak w tym roku udało mi się zrobić naprawdę zacną wystawę, wydać jedną książkę i zacząć następną. Zdałam egzaminy na cholerny Niemiecki.  Kolejny rok studiów zakończył się pełnym sukcesem i zaczęłam pisać bloga, a was jest już 110 wiary. Niby nie jest to można powiedzieć ogromna liczba ale jakby nas zamknąć w jednym pokoju i postawić wódkę z orkiestrą to było by z tego już dobre wesele.
Jednak nie to mnie cieszy najbardziej. Duma rozpiera mnie ponieważ w tym roku zebrałam się na odwagę przyznać do własnych błędów oraz słabości i stawić im czoła. Rok się kończy, a ja wreszcie po 28 latach pogodziłam się z samą sobą i zostałam swoją najlepszą przyjaciółką.
Jeszcze jakiś czas temu tonęłam w rozpaczy czarniejszej niż moje serce i dusza. Dotarło do mnie jak życie na obczyźnie bez nikogo i niczego co znasz może cię załatwić na cacy. Wierzcie mi samotność może dać takiego kopa w krocze, że albo się załamiesz albo będzie to kop na rozpęd. U mnie spowodowało to rozpęd na całego. Przede wszystkim oczyściłam atmosferę z ludzi którzy byli toksyczni i truli mnie od środka. To tak jakby usunąć nadmiar smogu z krakowskiego nieba. Od razu czyściej. Kolejna "must to do" na mojej liście było powalczyć o tych ludzi wartych każdego dnia. Nad tym ciągle pracuję bo jak poprzedni punkt pomimo swojej trudności jest do zrobienia to ten drugi wymaga czasu, dyspozycyjności i chęci. U mnie tylko ten 3 punkt jest na naprawdę wysokim poziomie wykonalności. Reszta kosztuje mnie często spaniem po 4 godz i byciem zombie przez resztę dnia. Z kolei ten tryb zmotywował mnie do uczynienia z dwóch powiedzonek moich mott życiowych.
Wyśpisz się po śmierci.
W domu ludzie umierają.
Odkryłam, że nie warto tracić życia na dołowanie się i spanie po 14 godz dziennie co było dla mnie jeszcze do nie tak dawna priorytetem. Któregoś dnia po prostu uznałam, że jak umrę i na sądzie puszczą mi film z całego mojego życia to my tam kurwa umrzemy z nudów. Stwierdziłam, że muszę przeżyć moje jedyne życie tak by po napisach końcowych dostać oklaski na stojąco i Oscara w kategorii "nie przegapienia życia". Bo super jest żyć. Ludzie są super! Naturalnie nie wszyscy ale mamy wolną wolę by wybierać najlepiej. Nauczyłam się być egoistką w dobrym znaczeniu tego słowa. Ponieważ nie wchodzę już ludziom w dupę co powoduje, że nie muszą być kutasami którzy w pewnym momencie zranili by mnie bądź kogoś innego gdyż od razu stawiam ich do pionu. Dla moich znajomych i przyjaciół to nic innego jak komplement bo są po prostu zajebistymi, dobrymi ludźmi, którzy swoją kreatywnością i stylem bycia są w stanie góry przenosić. Każdy z was jest wyjątkowy, zmieniajcie się każdego dnia tylko ku lepszemu.
Chciałabym traktować ten rok jako furtkę do lepszego życia. Do ciekawego życia. Nic nie traktuję już jako porażkę wszystko jest dla mnie lekcją. Bez łez i  żalu.  Bez pretensji przyjmuję wszystko na klatę dlatego musiałam kupić większe staniki... Tak naprawdę to zasługa diety i siłowni. Na przyszłe lato będę unosić się na wietrze.
Z tego miejsca chce na przyszły rok , życzyć sobie i wam rąk w ciągłym ruchu i pełne ramiona tego czego kochacie. Zacznijcie robić to o czym zawsze marzyliście. Wszystko można ze sobą pogodzić. Cholernie w was wierzę i trzymam za wszystkich kciuki. Damy radę!

niedziela, 24 grudnia 2017



Z samego rana, budzą mnie krzyki krzątających się ciotek, wujków i rodzicielki. Ciocia piecze kolejne ciasto mimo, że mamy już 3 blachy i tort. Kto to kurde będzie jadł? Zawsze zadaje sobie to pytanie patrząc na uginający się pod ciężarem wigilijny stół. Zawsze wszystko jest zjedzone. Nie wiem gdzie moja rodzina ze mną na czele to mieści?

Zaczynam doceniać tę moc tradycji. Możliwość pobycia z bliskimi. Mimo, że znowu usłyszę,że dalej nie ma narzeczonego na horyzoncie i fajnie było by zobaczyć mnie z wianuszkiem dzieci... Na tę sytuację mam już wachlarz gotowych odpowiedzi typu, że narzeczony pojawi się jutro albo wcale. Mówiąc to nałożę wścibskiej cioci pieroga na talerz, a umówmy się kto się oprze pierogowi? W tym czasie mam chwilę by zmienić temat i niczym łasica wyślizguje się spod gradobicia trudnych spraw.
Prezenty zawsze kupuję na wyprzedaży. Nie lubię przepłacać. Cały myk jest w tym aby kupować ładne ( w przypadku kobiet ) i praktyczne ( w przypadku mężczyzn) rzeczy. Co do dzieci wystarczy w programie zobaczyć co jest teraz na topie względem kreskówek i zakupić adekwatne zabawki za miliony. Ja od lat się wycwaniłam i kupuję ciastolinę Play doh. Jak dzieci odpakowują owy prezent zawsze patrze wtedy na matkę owego dziecka. ona już wie, że jedyne co może zrobić to schować włochate dywany i okryć meble folią malarską. Przynajmniej ja lubię sobie tak to wyobrażać.

Nie lubię karpia. Raz, że naprawdę mi żal widoku tych ryb umęczonych w zbiornikach, które ostatkiem sił próbują przeżyć, dwa przeraża mnie sytuacja która przewija się przez ostatnie parę świąt czyli: Resling w Lidlu. Żałuję, że nigdy nie mogę trafić na dane widowisko. Była bym ta osobą która podawałaby krzesła. Na koniec zapewnię was, że karpia nie jadam bo jak ryby uwielbiam to za mulistymi nie przepadam. Kiedyś jak się dorobię narzeczonego i tego wianuszka dzieci ( lubię czasem żyć nierealnymi marzeniami) to karpia u mnie nie będzie.
Umówmy się barszcz tylko z kartonu. Z torebki to już naprawdę wersja dla ignoranta. Ale nie ma szans, żebym w wigilię siadała do stołu z różowymi od buraków rekami. Z moim szczęściem kolor ciągnął by się po same łokcie. Barszcz z kartonu jest mega.  Wystarczy dosypać majeranku i nikt się nie pozna.
Co do pierogów to polecam sposób na miesiąc z serialem. Miesiąc przed świętami odpalam jakiś nowy fajny serial i ręce zajmuję lepieniem. Potem takie śliczne ulepione pierożki wkładam BEZ gotowania do zamrażalnika. Na wigilię wszystko mam świeże i nie tracę nocy na walkę z ciastem. Chociaż warto mieć parę awaryjnych paczek pierogów z biedronki. Jak się odsmaży i oprószy cebulka to nikt tam się nie pozna. Pamiętajcie tylko o ładnym półmisku i ozdobieniu talerza. Ludzie jedzą oczami, można ich łatwo oszukać.
Kiedy tu z wami dziele się trickami dzwoni już kolejna ciotka składając życzenia. Oho życzenia... Dzielenia się opłatkiem strasznie nie lubię - patrz punkt z narzeczonym. Wyznaję za to idee zrzucenia tego obowiązku na najstarsza osobę w rodzinie która przemówi w imieniu wszystkich. Raz nie tracimy czasu na składanie życzeń każdemu z osobna, jedzenie nie stygnie, a w domownikach nie rośnie poziom zażenowania.
Dziś  z tego miejsca chcę wam powiedzieć, że nie ważne jest skąd jest barszcz i ile kosztowały te piękne złote kolczyki, nikt nie musi wiedzieć, że połowa została zakupiona na black Friday. Nikt nie musi wiedzieć kiedy lepiłam pierogi. Liczy się gest. Tym entuzjastycznym akcentem chce wam życzyć wesołych świąt i miłości w rodzinnym gronie.


środa, 20 grudnia 2017

Porno i duszno czyli porozmawiajmy o różnicach.

Często pozwalam sobie na pewien rodzaj refleksji. Chodzi za mną ten temat od dłuższego czasu jak cień więc nie ma co przeciągać.

Regularnie odwiedzam w Berlinie Klub Toast Hawaii, który znajduje się przy stacji Eberswalder straße. Robię to z prostych przyczyn, mam już dawno ukończone 18 , ba 20 lat i bardzo nie lubię jak między nogami kręcą mi się małolaty (zabrzmiało dwuznacznie i miało tak zabrzmieć) oraz jak tacy  nagabują mnie na śmichy hihy. Po drugie nie lubię wałkować muzyki która non stop jest puszczana w radiu do porzygu. Argument- wisienka na torcie- w powyższym klubie prócz dobrej muzy, DJ-a Drag queen są organizowane cykliczne eventy o które ciężko w Polsce lub ja nie miałam przyjemności na takie w Polsce trafić.  Pierwszy z nich to Burleska, mam nadzieję, że nie muszę wam tłumaczyć co to ( zerknijcie w Google) , natomiast drugi termin już może być dla was zagwozdką. Mowa tu o Porno karaoke. Tu już Google mogą was rozczarować swoją wiedzą więc ja z miłą chęcią wam wszystko przedstawię. Porno karaoke to nic innego jak : minimum dwie osoby które jak w przypadku zwykłego karaoke mogą się zgłosić do wykonania utworu, telebim z totalnie odrealnionym pornolem, sofa z brazzersów, ekranik jak w suflerce i po mikrofonie.  Zabawa mimo, że wydaje się skomplikowana jest bardzo prosto rozwiązana. Pornol w tle leci bez dźwięku, a wykonawca podkłada głos czyli inaczej mówiąc dubbinguje. Repertuar jest niesamowicie szeroki i nie ma ograniczeń od mlasków po teksty "... moja mama łapie go inaczej..." . Wierzcie lub nie jest to coś niesamowicie przezabawnego. Uczestnicy, którzy podejmują pałeczkę zapewniają świetną rozrywkę i pewnego rodzaju przełamanie taboo. Przecież każdy ogląda... Nie próbuj mi wmówić, że jest inaczej.  Niestety nie każdy się do tego przyzna, a już na pewno nie kobieta.
Nie robię teraz reklamy Toast Hawaii chociaż to według mnie obowiązkowy punkt na mapie klubowej Berlina, a chcę zwrócić uwagę na fakt który mnie uderzył podczas tego wieczoru. Wychodzące na scenę chłopaki podejmowali temat niemal od razu bez barier językowych. Więc w pewnym momencie można było się cieszyć niemiecko-angielską lewatywą. Po tak dobrym show przyszła kolej na 4 dziewczyny. Kobiety. Wszystkie zdrowe, z buzi niczego sobie, pewne siebie, uśmiechnięte. Załoga puszcza film. Bardzo sympatyczny dopasowany do ochotniczek, czyli również 4 panienki w przyjemnej atmosferze. Brzydko mówiąc dały dupy. Dawno nie widziałam takiej żenady, żeby dorosłe panny chowały się za siebie i piszczały jak dzieci. Halo, one nie siedziały wcześniej w piwnicy, żeby nie były świadome co się pokaże zaraz na ekranie. Nie wymagam żeby każdy był super odważny i odporny na cały stres związany z występem ale nie róbmy z siebie debili. Skoro to nie dla ciebie to po prostu obserwuj i dojrzewaj. Na ratunek przybyli kolesie z poprzedniego wejścia i uratowali cały seans.  Naszło mnie wtedy: co się tam mogło stać?
Zawsze mówi się, że my kobiety to jesteśmy takie dojrzałe. Jednak w sferze świadomości seksualnej dziewczynkom od małego wmawia się, że należy się wstydzić. Ale to kurwa wszystkiego z naciskiem na okres. Kolesie tłumaczą sobie każde nasze wkurzenie z okresem jest to tak głupie jak i uzasadnione. Bo większość z nich nie ma o tym pojęcia jak tak naprawdę funkcjonuje. Nie maja pojęcia, że kobieta nie jest zła w okres tylko przed. Często nie jest to związane nawet z tym po prostu weźcie chłopaki na klatę, że coś najprawdopodobniej zjebaliście.
Podobał mi się bardzo ostatnio promowany przez Anje Rubik #sexedpl w którym to osoby medialne wypowiadały się o upośledzeniu edukacji seksualnej w Polsce. Było tam parę niedociągnięć ale kurcze kampania zacna. Marta Frej zaprezentowała się jako promotor masturbacji, która jest ważna. Pozwala się zapoznać ze swoim ciałem, odkryć co nas podnieca i finalnie będzie spełniać seksualnie, odprężyć i rozładować. Totalnie bezpieczna fajna zabawa.
 Mam 3 koleżanki którymi otwarcie można porozmawiać o masturbacji . No bo z facetami to wiadomo, każdy wali. Ale my kobiety? Nieee fuj mocha! Dlaczego?! Czy my nie mamy tych samych potrzeb? Byłam niedawno z jedną z nich w sex shopie. Był z nami jeszcze kolega i miałam wrażenie, że lekko się krępował, ale tylko z początku. Sklep Erotyczny o którym mowa to Fun Factory. Piękne miejsce. Oczywiście, że czytałam o designerskim podejściu do projektowania zabawek erotycznych. Przewinęło się mi coś tam kiedyś tam na necie. Jednak jak na własne oczy widzisz jakie to ładne to odbiór staje się zupełnie inny. Wierzcie mi większość z tych zabawek mogłaby śmiało stać na półce i nikt by nie zjarzył co to i na co.  Wibratory czy dilda były wykonane z naprawdę przyjemnego w dotyku materiału ale co najpiękniejsze to programy wibracji. Ludzie jaki sztos. Kark od razu przestał mnie boleć, a trzymałam go tylko w ręku. Naliczyłam się 10 rożnych stopni pulsacji. Kumpel skwitował, że kupując coś takiego niepotrzebny jest już facet. Nieprawda. Potrzebny jak najbardziej, tylko taki z wyobraźnią i otwarty. No nie życzę nikomu usłyszeć, że jest się chorym i powinno leczyć ponieważ chce się ożywić klimat sypialniany. Ja osobiście nie widzę nic złego w mówieniu wprost na co ma się ochotę . Jeśli to nikomu nie wyrządza krzywdy. Z naciskiem na zabawki.
Na zakończenie dodam jak to ostatnio ujął mnie mój kolega.  Sprowadził mnie na ziemię jak to ja juz chciałam oddać się fali stereotypu. Padły słowa które pozwolę sobie podsumować jako, że on nie szufladkuje kobiet i mężczyzn. W jego mniemaniu funkcjonują oni na tych samych prawach flirtu, dobrej zabawy i seksu.  Jakie to proste i piękne w swojej oczywistości.