Kogut wersus Kura czyli o tym jak moja matka zwichnęła mi psychikę.
Lubię porządek. Kiedy byłam dzieckiem moim największym nemezis był odkurzacz. Dostawałam niemal apopleksji na myśl, że muszę go znowu włączyć i szorować po podłodze. Dodam, że owy proces był powtarzamy dzień w dzień ponieważ moja mama była chora na punkcie porządku. Także ja i moje 2 młodsze siostry od małego miałyśmy prane mózgi na puncie sprzątania. Jak pies Pawłowa potrafiłyśmy niebywale skutecznie do samego powrotu matki z pracy dopracowywać mieszkanie do perfekcji choć w 9/10 przypadkach i tak nasza rodzicielka potrafiła się do czegoś przyczepić.
Jako nastolatka obiecywałam sobie, że w moim domu to będę mieć wszystko w dupie. Jak będę mieć ochotę to posprzątam jak nie to będzie syf i muchy. Jednak przewrotny los wziął górę i obecnie w moim domu jest jak w pudełku, a ja jestem mojej mamie bardzo wdzięczna za wytresowanie mnie, ponieważ mam niesamowita organizację i nigdy nie muszę się wstydzić za mieszkanie nawet jak wpadną niezapowiedziani goście. Naturalnie zdarza mi się zostawić parę talerzy w zlewie czy bluzkę na krześle ale nyga plis.
Czemu o tym wszystkim mówię? Wydaje mi się, ze nasze mieszkania są wizytówką tego jacy jesteśmy. Niejednokrotnie byłam w szoku kiedy to zaproszona na kolację, czy nawet piwo do znajomych zastałam w mieszkaniu coś po między meliną, a przytułkiem dla bezdomnych. Podłoga tak lepką, że nie było opcji żeby zdjąć buty, z kibla jawiła się wydra, zlew piętrzył się od brudnych garów, a kuchenka nadawała się tylko na szrot bo żaden Cilit czy inny Domestos tego nie wyżre. Wszędzie powywalane ciuchy. Jednak najgorsze są śmieci. Toż to capi na cały dom po 3. piętro. Jak to mawiała moja mama jeszcze nasrać i przykryć. Dziada i baby brak. Jako, że jestem bezpośrednia jak Magda Gessler zapytałam koleżanki co jest nie tak? W odpowiedzi dostałam ten sam tekst co zawsze : Mój facet mi nie pomaga w sprzątaniu więc po jakimś czasie też miałam dość i przestałam o to dbać.
Jest XXIw. i wydaje mi się, że nie jestem już kobietą. Bo problem mojej koleżanki przerabiałam niejednokrotnie. Ba! Zmagam się z nim po dzień dzisiejszy. Jestem wołem! Jestem wielozadaniowa. Może do tego co zaraz napisze ktoś przypnie łatkę feminizmu ale na nas kobiety spada wszystko co możliwe. Panowie my też pracujemy. Wracamy po 8-12 godzinach z pracy do pracy. Bo dom to nasz drugi etat za który nam nikt nie płaci ani nawet nie poklepie po plecach z uznaniem.
Mężczyźni nie powinni pomagać swoim kobietą w domu!
Całkowicie się z tym zgadzam. Pomóc mi może moje 5-cio letnie dziecko (jak się takiego kiedyś dorobię) przy smarowaniu chleba Nutellą. Chłopaki ten dom jest tak samo wasz jak nasz. Więc w waszym zakichanym obowiązku jest ruszyć dupę wstawić pranie ( i nie robić z siebie debili jakoby nie wiecie jak się obsługuje pralkę czy, że nie miesza się czarnych z białymi), poodkurzać, umyć naczynia czy zrobić zakupy. Zakładam, żę jesteście tak samo inteligentni i otwierając lodówkę spostrzeżecie, że nie ma już jajek czy myjąc zęby, że kończy się pasta. Niestety z przykrością stwierdzę, że same jesteśmy sobie winne. Od małego przyzwyczaja się chłopców, że mama wszystko w domu robi, skacze koło dzieci i króla męża. Moja jedna niedoszła teściowa to była dopiero robotem. Gimnastykowała się wymyślając co nowe przepisy aby zaspokoić zachcianki męża i dzieci. Do dziś nie zapomnę tego z jaką obrazą zarzucił jej, że nie będzie jadł pieczeni bo była 2 miesiące temu. Ja byłam wtedy nieopierzonym podlotkiem, a już wtedy witki mi opadły. Dodam, że pieczeń była zajebista.
Kiedyś byłam tak zwichrowana, że też robiłam co chwilę obiadki i kanapeczki do pracy i ze smutkiem zauważyłam, że dla mnie tego obiadku regularnie nikt nie robi, o bułeczkach do pracy to w ogóle mogę zapomnieć. Więc się zbuntowałam. Bo gdzie są kurwa moje kanapki?! Ja też pracuję na cały etat i do tego studiuje.
Często w internetach napotykam na komentarze Smalców Alfa którzy heheszkują co to on baby nie będzie utrzymywał, ma być obiad, posprzątane, a ona zawsze chętna. Pewnie tak by mogło się zdarzyć jak baba zamiast śniadania i kolacji wciągnie grama koki. Ostatnio usłyszałam komentarz od mojego niedoszłego co to w Belgii uczeni doszli do oszołamiających odkryć, że mężczyźni nie są stworzeni do sprzątania. No jak bym obuchem dostała. Mało tego, dla niego był to naprawdę dobry argument, żeby w domu nic nie robić. Pomyślałam świetnie! W takim razie ja nie jestem stworzona do pracy. Proszę zaciągnąć mnie do domu i zrobić mi dziecko, a potem zapierdzielać tak żeby nam na nic nie zabrakło. Bardzo japońskie. Leży mi taka zamiana. Tak poważnie to sugeruję osobą, które chciały by się takimi artykułami kierować lobotomię.
Podsumowując koledzy, nieznajomi, może mój przyszły mężu jeśli chcecie mieć w domu uśmiechniętą, pozytywnie nastawiona do życia dziewczynę w której można się zakochać na zabój nie traktujcie jej jak himalajskiego jaka. Gwarantuje, że kręgosłup wam nie pęknie jeśli przejmiecie połowę obowiązków. Z pewnością docenicie i zrozumiecie ile pracy trzeba włożyć w to, żeby mieszkało się godnie.
