środa, 21 marca 2018

Pochować trupa, czyli jak godnie pożegnać ex

Pochować trupa, czyli jak godnie pożegnać ex.

Rozstaliście się. Po wielu burzliwych chwilach zapada ta decyzja aby wasze drogi się rozeszły. Jak by nie patrząc rozstanie się z partnerem porównywalne jest ze śmiercią bliskiej ci osoby. Nagle w domu robi się pusto, a każdorazowe mijanie znajomych miejsc w których razem bywaliście powoduje w sercu smutek, w którym jest pusta dziura po tej osobie. Po rozstaniu czujesz się jakbyś przechodził żałobę. Nie jest to żadna nadinterpretacja, ponieważ nagle wszystko co z kimś dzieliłeś odchodzi w niebyt. Jest to moment żeby się otrzepać, dojść do siebie i ruszyć dalej. Każdy z nas to przechodził, bądź przechodzić będzie. Nie ma w tym żadnej nowości. Problem natomiast zaczyna się rodzić jeśli ze swoim ex pozostajesz w zbyt bliskich relacjach. W tym momencie zaczynasz trzymać w szafie trupa.

Pozwólcie, że w dość mało delikatny sposób wytłumaczę wam skąd to skojarzenie urodziło się w mojej głowie. Wyobraź sobie, że odchodzi ktoś bliski z twojej rodziny. Każdy kogoś kiedyś żegnał i jest cholernie nieprzyjemny i bolesny moment. Jednak kiedy odchodzi ktoś taki nie trzymasz go w domu przez kolejne pór roku. Ciało się rozpada, gnije i zaczyna cuchnąć, a sąsiedzi skarżą się na nieprzyjemny fetor. Tak samo jest kiedy po rozstaniu ex gości w twoim domu na herbatkach o brzasku, a wieczorem w sypialni. To jest właśnie taki trup. Jesteś w zawieszeniu, nie ruszasz na przód bo ciągle masz trupa w szafie. Cały czas się go kurczowo trzymasz chociaż już dawno powinien spocząć na cmentarzu twoich uczuć. Odór jest tak nieznośny, że wszyscy twoi znajomi pukają się w czoło. Więc im o tym nie mówisz i oszukujesz. Mimo to wciąż wokół ciebie się wszystko rozkłada, a ty zwyczajnie nie przechodzisz żałoby bo jest on obecny w twoim życiu. Ale czy taka obecność na ciebie dobrze wpływa? Jest to iluzja i przyzwyczajenie z którym ciężko ci zerwać. Więc udajesz, że nie czujesz jak to wszystko coraz brzydziej pachnie, za to stajesz się coraz bardziej brudny bo nie masz nad tym rozkładem kontroli. Mimo to jesteś dla trupa lojalny więc nie zaczynasz poznawać nikogo innego bo co będzie jak o trupie się dowie? Czujesz się coraz bardziej podle bo mimo, że wasza interakcja trwa ty nic z tego nie wynosisz. Nie możesz od trupa niczego wymagać, niczego nie jest on ci w stanie zapewnić. Rodzą się w twojej głowie najgorsze scenariusze ale mimo to dalej brniesz w ten bezsensowny układ bo ciężko jest ci być samemu. Nie oszukujmy się czy przebywanie z trupem spowoduje, że poczujesz się jakby było inaczej? Czy twój dom nagle stanie się pełny jak dawniej? Nie! Chyba, że pełny smrodu, a umówmy się do takiego domu nikt nowy nie przyjdzie bo to obrzydliwe.

Należy pochować trupa! Najlepiej ze wszystkimi przedmiotami należącymi do niego. Niech nie wraca do ciebie jako duch. Nie rób mu w domu ołtarzu czy specjalnego miejsca, bo jego duch dalej będzie cię nawiedzać, a ty jak Makbet dostaniesz od tej zjawy świra. Ten zabieg może być bardziej bolesny od samego rozstania ponieważ po trupie jeszcze długo będzie unosiła się nieprzyjemna woń. Jednakże to najlepsze co możesz dla siebie zrobić to wyjść z takiego układu. Bo to jest układ z którego żadne z was nie ma długoterminowej korzyści. Uwalniając się od tego wreszcie odetchniesz pełną piersią i dostrzeżesz pozytywne aspekty. Przede wszystkim nareszcie bez cienia wstydu możesz zacząć się spotykać z kimś innym co wniesie do twojego życia powiew świeżości i nowości.
Stop nekrofilii ( tak przepraszam za określenie ale jak inaczej nazwiesz seks z nieboszczykiem). Weź łopatę i zabierz trupa na cmentarz tam gdzie jego miejsce, a on sam zyska spokój. Nie profanuj ciała tylko z godnością dla siebie i niego pozwól wam się rozstać na wieki wieków. Amen.

Teraz w spokoju możesz przejść żałobę, niestety na nowo ale pretensje możesz mieć tylko do siebie bo nikt nie kazał ci w takie gówno wchodzić. Dom z czasem się wywietrzy, a ty zaoszczędzisz sobie cierpienia jakim było przebywanie w jego towarzystwie. Bo możliwe, że podtrzymywanie takiej relacji było w wielu przypadkach spowodowane chwilą i nagłą tęsknotą za nim jednak jest to bardzo egoistyczne i niezdrowe.

Jako, że rozkładające się ciało niesamowicie capi i być może właśnie wydłużyłeś swoje cierpienie to i tak wszystko mija. Tylko tym razem zafundowałeś sobie więcej czasu. Nic nie jest warte tego aby robić sobie taką krzywdę ale jak to mówią zawsze wstaje nowy dzień. Może nie dziś i jeszcze nie w tym miesiącu ale gwarantuje wam, że bez trupa w szafie szybciej dla was wstanie wyczekane słońce.

środa, 14 lutego 2018

Do zakochania jeden krok do odkochania sto i więcej...




Uwielbiam być zakochana. Kurde kto nie lubi? Unoszę się wtedy jak w "To" Stephena Kinga. Niestety im wyżej się unoszę tym boleśniejszy jest moment spadania i upadku. Po upadku ciężko się podnieść. Cała poobijana i połamana mam coraz mniej sił i chęci na ponowne unoszenie.

Trudno jest kochać w XXI w. W tym zgiełku i przy tulu obowiązkach zapominamy o sobie szybciej niż kobieta o bólu po porodzie. Gdzieś się zatraciliśmy. Przy pędzie życia nie ma czasu na cały romantyczny kompleks wypoczynkowy z poczuciem bezpieczeństwa all inclusive. Kiedy myśle o wszystkich tych aplikacjach randkowych typu Tinder robi mi się słabo. Ruchem kciuka wybieram z kim idę do wyra. Kurde ale masakra, jakby świat nie był wystarczająco popaprany. Kariera, pieniądze i wciąż nowe cele powodują, że nie potrzebujemy w swoim życiu drugiej osoby, bo przy tylu obowiązkach nie mamy dla niej czasu. Po całym dniu biegu kładziemy się do zimnych łóżek, których nie ma z kim grzać. Czemu o tym mówię skoro niczym nie różnie od przeciętnego "biegacza"?  Owy tekst chodził za mna już dobrych parę miesięcy. Potrzebowałam czasu, żeby się w sobie zebrać. Motyle w moim brzuchu już dawno zmieniły się w głazy i stały się niestrawnością. Więc to chyba ten czas żeby się z tego rozliczyć.

Zauroczyć się jest łatwo. Podobacie się sobie, a rozmowa się klei. Zaczyna się te przyciąganie jakbyście mieli własna grawitację. Wszystko fajnie, pięknie. Faceci na to patrzą dość praktycznie. Ale przyznam bez bicia, że po rozmowach z wieloma dziewczynami mogę stwierdzić, że większość z nas wchodząc w relację oczami wyobraźni widzi już dom, psa, pierworodnego i drzewo. Tak, jest to co najmniej creepy ale to tylko niewinne przemyślenia.

Wiele obecnych związków rypie się zanim zdążą sie dobrze rozkręcić. Jak do siebie dojść? Mi po takim upadku nie jest łatwo wstać i iść dalej i szczerze zazdroszczę osobą które tak obojętnie do tego podchodzą. Jestem świadoma, że nie pasuję do tej epoki. Niestety tu żyję więc trzeba zintegrować się z otaczającymi mnie realiami. Przedewszystkim nie uciekać w używki. Kurde to obciąża zdrowie i portfel. Kac wzmaga tylko rozpierdol w głowie. Po co sobie dokładać? Odradzam też staczanie się w dół po przez puszczanie sobie smętów. Kurde często się na tym łapałam ale od niedawna mam w rękawie składanke piosenek z bajek Disneya na Spotify. Hakuna Matata i do przodu to moje hasło... Dobre nie? A tak poważnie nie ma nic gorszego niż dodołowanie się smutną nutą. Znajdźcie sobie nowe hobby, które zawsze chcieliście robić ale zabrakło wam odwagi bądź chwili. Ponieważ jak w domu robi się pusto nagle odkrywacie, że macie zaskakująco wiele czasu. Warto to wykorzystać na coś lepszego niż kolejny raz z tym samym filmem, który ma wycisnąć resztki płynu z oczu. Opuchnięta twarz i gile do pasa są niewyjściowe,  warto wziąć to pod uwagę jak zachce się wam filmów o umierających na raka nastolatkach. To samo tyczy się wracania do starych rozmów na fb i innych komunikatorach (chyba, że któś pisze jeszcze sms). Najlepiej wypieprzyć wszystko w cholerę. Foty zrzucić z komórki na kompa i do nich nie wracać. W skrajnych przypadkach też wyjebać w cholerę.

Skupcie się też na tym, żeby nie popadać w autoagresję. Ja nigdy nie pochwalałam skrajnych odchyleń którym dla mnie jest cięcie się. Chociaż nie jestem święta ponieważ ja potrafię się zagłodzić. Tracę totalnie apetyt i jedzenie może istnieć dla mnie w ilości jak dla ptaszka. Także bardzo tego pilnuję choćbym miała jeść na siłę. Puchatek od lat zapewnia, że nic nie smuci bardziej od pustego brzuszka.  Starajcie się otaczać ludźmi. Takimi co mają cierpliwość znieść wasz ponury pysk dłużej niż jeden dzień. Nie zapomnijcie po tym im podziękować ponieważ dół jest zaraźliwy i trzeba koncentracji Mistrza Miyagi, żeby się nie udzielił.

Serdecznie odradzam leczenia nieudanego związku wskakiwaniem w kolejny związek. To będzie nic innego jak powielenie tego samego schematu ponieważ nie macie czasu na regeneracje i ogarnięcia wszystkich smuteczków w głowie. Zamiast tego lepiej zapisać się na siłownie i kupić sobie coś ładnego. Zmiana wizerunku też wskazana. Kiedy nie stać was na chirurga plastyka wystarczy fryzjer.
Największym przyjacielem jest zawsze czas. On, płytko mówiąc, leczy rany. Jak słusznie zauważył Ernest Hemingway szczęście to dobre zdrowie i zła pamięć. Z tym optymistycznym akcentem powinnam życzyć wam i sobie alzheimera ale w to miejsce  pozwolę natomiast na chwilę zadumy.

Lecz mimo to zakochujmy się ale różowe okulary niech zostaną w szufladzie. Zakochujmy się nie tylko sercem ale i głową! Niech endorfiny nie powodują u nas zaćmy czy kurzej ślepoty. Może wtedy sparujemy się lepiej niż algorytmy na tym przeklętym Tinderze.