środa, 14 lutego 2018
Do zakochania jeden krok do odkochania sto i więcej...
Uwielbiam być zakochana. Kurde kto nie lubi? Unoszę się wtedy jak w "To" Stephena Kinga. Niestety im wyżej się unoszę tym boleśniejszy jest moment spadania i upadku. Po upadku ciężko się podnieść. Cała poobijana i połamana mam coraz mniej sił i chęci na ponowne unoszenie.
Trudno jest kochać w XXI w. W tym zgiełku i przy tulu obowiązkach zapominamy o sobie szybciej niż kobieta o bólu po porodzie. Gdzieś się zatraciliśmy. Przy pędzie życia nie ma czasu na cały romantyczny kompleks wypoczynkowy z poczuciem bezpieczeństwa all inclusive. Kiedy myśle o wszystkich tych aplikacjach randkowych typu Tinder robi mi się słabo. Ruchem kciuka wybieram z kim idę do wyra. Kurde ale masakra, jakby świat nie był wystarczająco popaprany. Kariera, pieniądze i wciąż nowe cele powodują, że nie potrzebujemy w swoim życiu drugiej osoby, bo przy tylu obowiązkach nie mamy dla niej czasu. Po całym dniu biegu kładziemy się do zimnych łóżek, których nie ma z kim grzać. Czemu o tym mówię skoro niczym nie różnie od przeciętnego "biegacza"? Owy tekst chodził za mna już dobrych parę miesięcy. Potrzebowałam czasu, żeby się w sobie zebrać. Motyle w moim brzuchu już dawno zmieniły się w głazy i stały się niestrawnością. Więc to chyba ten czas żeby się z tego rozliczyć.
Zauroczyć się jest łatwo. Podobacie się sobie, a rozmowa się klei. Zaczyna się te przyciąganie jakbyście mieli własna grawitację. Wszystko fajnie, pięknie. Faceci na to patrzą dość praktycznie. Ale przyznam bez bicia, że po rozmowach z wieloma dziewczynami mogę stwierdzić, że większość z nas wchodząc w relację oczami wyobraźni widzi już dom, psa, pierworodnego i drzewo. Tak, jest to co najmniej creepy ale to tylko niewinne przemyślenia.
Wiele obecnych związków rypie się zanim zdążą sie dobrze rozkręcić. Jak do siebie dojść? Mi po takim upadku nie jest łatwo wstać i iść dalej i szczerze zazdroszczę osobą które tak obojętnie do tego podchodzą. Jestem świadoma, że nie pasuję do tej epoki. Niestety tu żyję więc trzeba zintegrować się z otaczającymi mnie realiami. Przedewszystkim nie uciekać w używki. Kurde to obciąża zdrowie i portfel. Kac wzmaga tylko rozpierdol w głowie. Po co sobie dokładać? Odradzam też staczanie się w dół po przez puszczanie sobie smętów. Kurde często się na tym łapałam ale od niedawna mam w rękawie składanke piosenek z bajek Disneya na Spotify. Hakuna Matata i do przodu to moje hasło... Dobre nie? A tak poważnie nie ma nic gorszego niż dodołowanie się smutną nutą. Znajdźcie sobie nowe hobby, które zawsze chcieliście robić ale zabrakło wam odwagi bądź chwili. Ponieważ jak w domu robi się pusto nagle odkrywacie, że macie zaskakująco wiele czasu. Warto to wykorzystać na coś lepszego niż kolejny raz z tym samym filmem, który ma wycisnąć resztki płynu z oczu. Opuchnięta twarz i gile do pasa są niewyjściowe, warto wziąć to pod uwagę jak zachce się wam filmów o umierających na raka nastolatkach. To samo tyczy się wracania do starych rozmów na fb i innych komunikatorach (chyba, że któś pisze jeszcze sms). Najlepiej wypieprzyć wszystko w cholerę. Foty zrzucić z komórki na kompa i do nich nie wracać. W skrajnych przypadkach też wyjebać w cholerę.
Skupcie się też na tym, żeby nie popadać w autoagresję. Ja nigdy nie pochwalałam skrajnych odchyleń którym dla mnie jest cięcie się. Chociaż nie jestem święta ponieważ ja potrafię się zagłodzić. Tracę totalnie apetyt i jedzenie może istnieć dla mnie w ilości jak dla ptaszka. Także bardzo tego pilnuję choćbym miała jeść na siłę. Puchatek od lat zapewnia, że nic nie smuci bardziej od pustego brzuszka. Starajcie się otaczać ludźmi. Takimi co mają cierpliwość znieść wasz ponury pysk dłużej niż jeden dzień. Nie zapomnijcie po tym im podziękować ponieważ dół jest zaraźliwy i trzeba koncentracji Mistrza Miyagi, żeby się nie udzielił.
Serdecznie odradzam leczenia nieudanego związku wskakiwaniem w kolejny związek. To będzie nic innego jak powielenie tego samego schematu ponieważ nie macie czasu na regeneracje i ogarnięcia wszystkich smuteczków w głowie. Zamiast tego lepiej zapisać się na siłownie i kupić sobie coś ładnego. Zmiana wizerunku też wskazana. Kiedy nie stać was na chirurga plastyka wystarczy fryzjer.
Największym przyjacielem jest zawsze czas. On, płytko mówiąc, leczy rany. Jak słusznie zauważył Ernest Hemingway szczęście to dobre zdrowie i zła pamięć. Z tym optymistycznym akcentem powinnam życzyć wam i sobie alzheimera ale w to miejsce pozwolę natomiast na chwilę zadumy.
Lecz mimo to zakochujmy się ale różowe okulary niech zostaną w szufladzie. Zakochujmy się nie tylko sercem ale i głową! Niech endorfiny nie powodują u nas zaćmy czy kurzej ślepoty. Może wtedy sparujemy się lepiej niż algorytmy na tym przeklętym Tinderze.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)