środa, 20 grudnia 2017

Porno i duszno czyli porozmawiajmy o różnicach.

Często pozwalam sobie na pewien rodzaj refleksji. Chodzi za mną ten temat od dłuższego czasu jak cień więc nie ma co przeciągać.

Regularnie odwiedzam w Berlinie Klub Toast Hawaii, który znajduje się przy stacji Eberswalder straße. Robię to z prostych przyczyn, mam już dawno ukończone 18 , ba 20 lat i bardzo nie lubię jak między nogami kręcą mi się małolaty (zabrzmiało dwuznacznie i miało tak zabrzmieć) oraz jak tacy  nagabują mnie na śmichy hihy. Po drugie nie lubię wałkować muzyki która non stop jest puszczana w radiu do porzygu. Argument- wisienka na torcie- w powyższym klubie prócz dobrej muzy, DJ-a Drag queen są organizowane cykliczne eventy o które ciężko w Polsce lub ja nie miałam przyjemności na takie w Polsce trafić.  Pierwszy z nich to Burleska, mam nadzieję, że nie muszę wam tłumaczyć co to ( zerknijcie w Google) , natomiast drugi termin już może być dla was zagwozdką. Mowa tu o Porno karaoke. Tu już Google mogą was rozczarować swoją wiedzą więc ja z miłą chęcią wam wszystko przedstawię. Porno karaoke to nic innego jak : minimum dwie osoby które jak w przypadku zwykłego karaoke mogą się zgłosić do wykonania utworu, telebim z totalnie odrealnionym pornolem, sofa z brazzersów, ekranik jak w suflerce i po mikrofonie.  Zabawa mimo, że wydaje się skomplikowana jest bardzo prosto rozwiązana. Pornol w tle leci bez dźwięku, a wykonawca podkłada głos czyli inaczej mówiąc dubbinguje. Repertuar jest niesamowicie szeroki i nie ma ograniczeń od mlasków po teksty "... moja mama łapie go inaczej..." . Wierzcie lub nie jest to coś niesamowicie przezabawnego. Uczestnicy, którzy podejmują pałeczkę zapewniają świetną rozrywkę i pewnego rodzaju przełamanie taboo. Przecież każdy ogląda... Nie próbuj mi wmówić, że jest inaczej.  Niestety nie każdy się do tego przyzna, a już na pewno nie kobieta.
Nie robię teraz reklamy Toast Hawaii chociaż to według mnie obowiązkowy punkt na mapie klubowej Berlina, a chcę zwrócić uwagę na fakt który mnie uderzył podczas tego wieczoru. Wychodzące na scenę chłopaki podejmowali temat niemal od razu bez barier językowych. Więc w pewnym momencie można było się cieszyć niemiecko-angielską lewatywą. Po tak dobrym show przyszła kolej na 4 dziewczyny. Kobiety. Wszystkie zdrowe, z buzi niczego sobie, pewne siebie, uśmiechnięte. Załoga puszcza film. Bardzo sympatyczny dopasowany do ochotniczek, czyli również 4 panienki w przyjemnej atmosferze. Brzydko mówiąc dały dupy. Dawno nie widziałam takiej żenady, żeby dorosłe panny chowały się za siebie i piszczały jak dzieci. Halo, one nie siedziały wcześniej w piwnicy, żeby nie były świadome co się pokaże zaraz na ekranie. Nie wymagam żeby każdy był super odważny i odporny na cały stres związany z występem ale nie róbmy z siebie debili. Skoro to nie dla ciebie to po prostu obserwuj i dojrzewaj. Na ratunek przybyli kolesie z poprzedniego wejścia i uratowali cały seans.  Naszło mnie wtedy: co się tam mogło stać?
Zawsze mówi się, że my kobiety to jesteśmy takie dojrzałe. Jednak w sferze świadomości seksualnej dziewczynkom od małego wmawia się, że należy się wstydzić. Ale to kurwa wszystkiego z naciskiem na okres. Kolesie tłumaczą sobie każde nasze wkurzenie z okresem jest to tak głupie jak i uzasadnione. Bo większość z nich nie ma o tym pojęcia jak tak naprawdę funkcjonuje. Nie maja pojęcia, że kobieta nie jest zła w okres tylko przed. Często nie jest to związane nawet z tym po prostu weźcie chłopaki na klatę, że coś najprawdopodobniej zjebaliście.
Podobał mi się bardzo ostatnio promowany przez Anje Rubik #sexedpl w którym to osoby medialne wypowiadały się o upośledzeniu edukacji seksualnej w Polsce. Było tam parę niedociągnięć ale kurcze kampania zacna. Marta Frej zaprezentowała się jako promotor masturbacji, która jest ważna. Pozwala się zapoznać ze swoim ciałem, odkryć co nas podnieca i finalnie będzie spełniać seksualnie, odprężyć i rozładować. Totalnie bezpieczna fajna zabawa.
 Mam 3 koleżanki którymi otwarcie można porozmawiać o masturbacji . No bo z facetami to wiadomo, każdy wali. Ale my kobiety? Nieee fuj mocha! Dlaczego?! Czy my nie mamy tych samych potrzeb? Byłam niedawno z jedną z nich w sex shopie. Był z nami jeszcze kolega i miałam wrażenie, że lekko się krępował, ale tylko z początku. Sklep Erotyczny o którym mowa to Fun Factory. Piękne miejsce. Oczywiście, że czytałam o designerskim podejściu do projektowania zabawek erotycznych. Przewinęło się mi coś tam kiedyś tam na necie. Jednak jak na własne oczy widzisz jakie to ładne to odbiór staje się zupełnie inny. Wierzcie mi większość z tych zabawek mogłaby śmiało stać na półce i nikt by nie zjarzył co to i na co.  Wibratory czy dilda były wykonane z naprawdę przyjemnego w dotyku materiału ale co najpiękniejsze to programy wibracji. Ludzie jaki sztos. Kark od razu przestał mnie boleć, a trzymałam go tylko w ręku. Naliczyłam się 10 rożnych stopni pulsacji. Kumpel skwitował, że kupując coś takiego niepotrzebny jest już facet. Nieprawda. Potrzebny jak najbardziej, tylko taki z wyobraźnią i otwarty. No nie życzę nikomu usłyszeć, że jest się chorym i powinno leczyć ponieważ chce się ożywić klimat sypialniany. Ja osobiście nie widzę nic złego w mówieniu wprost na co ma się ochotę . Jeśli to nikomu nie wyrządza krzywdy. Z naciskiem na zabawki.
Na zakończenie dodam jak to ostatnio ujął mnie mój kolega.  Sprowadził mnie na ziemię jak to ja juz chciałam oddać się fali stereotypu. Padły słowa które pozwolę sobie podsumować jako, że on nie szufladkuje kobiet i mężczyzn. W jego mniemaniu funkcjonują oni na tych samych prawach flirtu, dobrej zabawy i seksu.  Jakie to proste i piękne w swojej oczywistości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz