Zjarałam się. Porozmawiajmy o tym.
Ci co mnie prywatnie znają wiedzą jaki mam stosunek do narkotyków. Nie robię z siebie świętej ale pierwszego jointa zapaliłam w wieku 26 lat. Było kijowo. W moje urodziny. Sprostuje to tycio. Przed wzięciem tych magicznych trzech Januszkowych buszków to trochę drineczków się wypiło.
Reasumując zemdlałam, straciłam oddech i przytomność. Nie wspominam tych urodzin najlepiej i nie lubię się tym chwalić.
Jeśli wydaje się wam, że moja niechęć do narkotyków była jakaś kosmiczna przed tym felernym zdarzeniem to możecie mi wierzyć, że po urosła do rangi nienawiści na poziomie stosunków Wisły z Cracovią. Nie specjalnie otaczałam się wśród ludzi coś biorących. Jeśli już moi znajomi coś brali
to raczej nie chwalili się tym przy mnie i nie robili tego w mojej obecności.
Ja tu o tych narkotykach, a miałam się skupić na ziele, które przez większość za narkotyk nie jest uznawane. Siadanie ze mną do tego tematu było strasznie wyczerpującym zajęciem. Ja na ogół jestem człowiekiem prawym, trzymającym się odpowiednich zasad i reguł. Więc jak rząd uznaje coś za zakazane i jest to dobrze z argumentowane to ja się podporządkowuje. Są też takie decyzje, które wydają mi się debilne jak np. picie alkoholu w miejscu publicznym i nie mam tu na myśli robienie żurlandii na samym środku piaskownicy częstując tym bobasy, ale kulturalne siedzenie z piwkiem na trawce kiedy słoneczko praży wydaje mi się ok. Tak, tak ja wiem wszystko się zmienia z perspektywy siedzenia i każdy ma tam swoje widzimisię na każdy temat ale ja naprawdę uważam, że narkotyki to kij w mrowisko.
Na czym ja tak opieram swoją ocenę? Wynika to prawdopodobnie z tego, że widziałam jak robią wśród moich znajomych więcej złego niż dobrego. Jeden stracił prawko, drugi ma do dziś flashback'a ( autentycznie co jakiś czas ma problem z przejściem przez jezdnie bo ustępuje pierwszeństwa Titanicowi---> nie bawi mnie to). Koleś z bloku obok gada do lustra. Tak wiem to są skrajne przypadki. Jednak najbardziej powszechne jest to, że co niektórzy się po prostu stoczyli. Zrezygnowali z marzeń, a cała dobroczynność dnia kończą się na wiadrze i joinciku w porze lunchu. Są w zwyczajnym nałogu. Czym się to różni od alkoholizmu? Jeden znajomy oznajmił mi ostatnio, że on zawsze pali przed pracą bo by nie był w stanie się na niej skupić. Inny oszukuje rodzinę
i co wieczór ucieka na kaczuchę z obszczymurkami zza zakrętu. Nie chcę wyjść teraz na hipokrytkę bo jak sam tytuł wskazuję nie jestem święta ale uważam, że należy we wszystkim widzieć umiar. Więc jeśli jesteś osobą która w łatwy sposób potrafi się w czymś zatracić to ten niewinny buszek nie jest dla ciebie ponieważ nie ma szans byś na nim poprzestał.
Jak to było ze mną?
Na Woodstocku zapaliliśmy dość sporą ekipą lolka. Na wolnym powietrzu zrelaksowani po dużej dawce endorfin i luzu, wśród ludzi którzy byli warci spędzenia z nimi czasu. Było git. Dobra powiem prawdę mało się nie zesrałam ze śmiechu. Także złota zasada zawsze pal w dobrym towarzystwie. Ludzie z abstrakcyjnym myśleniem to złoto na taką chwilę. Kolejny raz był jakieś dwa może trzy tygodnie później. Już w mniejszym gronie. Tego dnia zdychałam na rwę kulszową. Dla tych co nie znajo to potworny ból krzyża, że boli jak oddychasz. W ten wieczór pozwoliłam sobie zanalizować jak te gówno działa. Po trzech buszkach moje ukochane Die Antwoort zmieniło się w mieszaninę stęków i wrzasków. Nagle mnie olśniło czemu takie zamiłowanie jest palaczy do Reggae. Tyle wygrać. Momentalnie zmieniliśmy repertuar.
Kolejny objaw to światłowstręt. Stroboskop też odpada także nie wybrałabym się na imprezę Techno. Ale świeczka była genialna. Zwiesiłam się na niej z dobre pięć minut. Kiedy w końcu zorientowałam się co robię. Doszło do mnie, że plecy przestały dawać się we znaki. Totalnie przestały boleć. Cud jak w Matemblewie. Fakt zioło działa naprawdę relaksująco. Nie spodziewałam się, że może do takiego stopnia rozluźnić mięśnie. Wspominałam o koledze co się niesamowicie skupia po ziele? Ja też tak miałam. Skupienie milion. Gdyby Cyklop z X-Menów od razu o tym pomyślał nie było by tylu szkód. Tylko owe skupienie jest niestety bardzo zgubne. Dajmy na to, że owe skupienie przekładam na coś pożytecznego np. malowanie obrazów. Czuje, że wychodziły by mi takie prace, że musiałabym stać się trzeźwofobem oczywiście o ile nie skupiłabym się na jebanej świeczce albo co lepsze, na zataczaniu kółek słuchawką od prysznica po stopach. To jest główny mój zarzut co do zielska. Wchodzisz w chory trans i skupiasz się na pierdołach, ponieważ nasze mózgi to zapyziałe lenie i zamiast wymyślić leku na raka wolą oddać się nieróbstwu. Ci powyższy ludzie tak zrobili. Dlatego każdy ich wieczór kończy się na zjaraniu i patrzeniu w plamę na ścianie. Przez to cholerstwo
straciłam jednego z najlepszych przyjaciół. Na dzień dzisiejszy nie pogadasz z typem bo ma Whiskas zamiast mózgu. Mam przy tym dziwne przeczucie, że nie on ostatni.
Teraz się rozchmurzymy i przejedziemy się do Amsterdamu. Zabieram was na wycieczkę, mam nadzieje, że się cieszycie dzieciaczki.
W Amsterdamie zapach trawy będzie towarzyszył wam wszędzie. Miasto przygotowane dla maniaków maryśki, haszu i co sobie zapragniesz. Uliczki pełne kamienic to warkocz coffee shopów,cukierni i sex shopów. Co jakiś czas można się natknąć na wafle ( są totalnie zajebiste ), pub i sklepy serwujące sery który doceni każdy szanujący się Janusz-czytaj-możesz degustować sery do bólu. Skupimy się oczywiście na Coffee Shopach. Holendrzy ten biznes traktują naprawdę poważnie, więc jak to w sieciówkach sprzedawca ma na sobie rzeczy danej marki tak tu każdy jest zjarany. Jest naprawdę bogaty wybór i profesjonalna obsługa. Mieszacie ziółko z tytoniem? Fujka. Tam czekają na was skruszone liście bez THC. Dzięki czemu wasz joincik nie gryzie w gardziołko i ma nieporównywalnie lepszy smak. Ja byłam w Coffeeku o nazwie Prix d'Ami. Bardzo zacne miejsce. Szczególnie trafnym wyborem jest najwyższy poziom z lożami i telewizorami, które puszczają filmy. My trafiliśmy na "Jurassic Park" w 3D. Genialne. Kumpela opowiadała mi, że zbakana poszła na premierę Avatara. Już rozumiem jej emocje. W Coffeeku serwują pyszotki. Ja wybrałam wodę z kawałkami mango. Żeby zabić ten niesmak w ustach, który jest kolejnym minusem palenia, wypiłam 3 butelki. To jest dobry moment o poruszeniu tematu pac-mana. On nie istnieje. Tu nie chodzi o to,
że nagle jesteś głodny ale po ziele wszystko staje się spotęgowane. Nagle twoja skóra jest jedwabiście miękka, a kanapa na której siedzisz aż się prosi by ją głaskać. Tak samo jest z jedzeniem. Najpierw zajadasz gorycz w ustach. Następnie okazuje się, że wszystko mega smakuje, a potem już jesz w tym samym transie jakim zachwycasz się punktem na ścianie. Moim największym błędem był zakup paczki Skittles. Gdybym miała przy sobie tę żyrafę z reklamy to wydoiłabym ją tak szybko, że dziewczyna nie nadążałaby z jedzeniem tęczy. Bardzo nie polecam zioła osobą co chcą pozostać fit. Napychanie się z nudów i zatwardzenie to jakaś zmora. Tylko patrzeć jak parnik się rozlewa.
Podsumujmy sobie ten wywód. Zioło jest dobre jak z grzechu obżarstwa nie robisz sobie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Kiedy palisz sobie w doborowym towarzystwie raz na ruski rok i nie rujnujesz sobie i innym życia. Jeśli miałabym powiedzieć czy polecam? Nie! Nigdy nie zamieniłabym winka na blanta. Nie jestem fanem tego otumanienia po ziele i tego jak w ułamku sekundy moje otoczenie zmienia się w zwolniony film. Nie lubię się odmóżdżać do takiego stopnia,
że nagle najważniejsze na świecie staje się gapienie w nicość. Jeśli już znalazłeś się w tej sytuacji kiedy kolejny rok przeleciał ci przez palce powinieneś przystopować. Szkoda życia na taki shit. Wystarczy zebrać się do kupy i przyznać przed samym sobą czy warto tracić sympatię, kumpli i tkwić w tym samym miejscu bez jakiegokolwiek celu?
Ci co mnie prywatnie znają wiedzą jaki mam stosunek do narkotyków. Nie robię z siebie świętej ale pierwszego jointa zapaliłam w wieku 26 lat. Było kijowo. W moje urodziny. Sprostuje to tycio. Przed wzięciem tych magicznych trzech Januszkowych buszków to trochę drineczków się wypiło.
Reasumując zemdlałam, straciłam oddech i przytomność. Nie wspominam tych urodzin najlepiej i nie lubię się tym chwalić.
Jeśli wydaje się wam, że moja niechęć do narkotyków była jakaś kosmiczna przed tym felernym zdarzeniem to możecie mi wierzyć, że po urosła do rangi nienawiści na poziomie stosunków Wisły z Cracovią. Nie specjalnie otaczałam się wśród ludzi coś biorących. Jeśli już moi znajomi coś brali
to raczej nie chwalili się tym przy mnie i nie robili tego w mojej obecności.
Ja tu o tych narkotykach, a miałam się skupić na ziele, które przez większość za narkotyk nie jest uznawane. Siadanie ze mną do tego tematu było strasznie wyczerpującym zajęciem. Ja na ogół jestem człowiekiem prawym, trzymającym się odpowiednich zasad i reguł. Więc jak rząd uznaje coś za zakazane i jest to dobrze z argumentowane to ja się podporządkowuje. Są też takie decyzje, które wydają mi się debilne jak np. picie alkoholu w miejscu publicznym i nie mam tu na myśli robienie żurlandii na samym środku piaskownicy częstując tym bobasy, ale kulturalne siedzenie z piwkiem na trawce kiedy słoneczko praży wydaje mi się ok. Tak, tak ja wiem wszystko się zmienia z perspektywy siedzenia i każdy ma tam swoje widzimisię na każdy temat ale ja naprawdę uważam, że narkotyki to kij w mrowisko.
Na czym ja tak opieram swoją ocenę? Wynika to prawdopodobnie z tego, że widziałam jak robią wśród moich znajomych więcej złego niż dobrego. Jeden stracił prawko, drugi ma do dziś flashback'a ( autentycznie co jakiś czas ma problem z przejściem przez jezdnie bo ustępuje pierwszeństwa Titanicowi---> nie bawi mnie to). Koleś z bloku obok gada do lustra. Tak wiem to są skrajne przypadki. Jednak najbardziej powszechne jest to, że co niektórzy się po prostu stoczyli. Zrezygnowali z marzeń, a cała dobroczynność dnia kończą się na wiadrze i joinciku w porze lunchu. Są w zwyczajnym nałogu. Czym się to różni od alkoholizmu? Jeden znajomy oznajmił mi ostatnio, że on zawsze pali przed pracą bo by nie był w stanie się na niej skupić. Inny oszukuje rodzinę
i co wieczór ucieka na kaczuchę z obszczymurkami zza zakrętu. Nie chcę wyjść teraz na hipokrytkę bo jak sam tytuł wskazuję nie jestem święta ale uważam, że należy we wszystkim widzieć umiar. Więc jeśli jesteś osobą która w łatwy sposób potrafi się w czymś zatracić to ten niewinny buszek nie jest dla ciebie ponieważ nie ma szans byś na nim poprzestał.
Jak to było ze mną?
Na Woodstocku zapaliliśmy dość sporą ekipą lolka. Na wolnym powietrzu zrelaksowani po dużej dawce endorfin i luzu, wśród ludzi którzy byli warci spędzenia z nimi czasu. Było git. Dobra powiem prawdę mało się nie zesrałam ze śmiechu. Także złota zasada zawsze pal w dobrym towarzystwie. Ludzie z abstrakcyjnym myśleniem to złoto na taką chwilę. Kolejny raz był jakieś dwa może trzy tygodnie później. Już w mniejszym gronie. Tego dnia zdychałam na rwę kulszową. Dla tych co nie znajo to potworny ból krzyża, że boli jak oddychasz. W ten wieczór pozwoliłam sobie zanalizować jak te gówno działa. Po trzech buszkach moje ukochane Die Antwoort zmieniło się w mieszaninę stęków i wrzasków. Nagle mnie olśniło czemu takie zamiłowanie jest palaczy do Reggae. Tyle wygrać. Momentalnie zmieniliśmy repertuar.
Kolejny objaw to światłowstręt. Stroboskop też odpada także nie wybrałabym się na imprezę Techno. Ale świeczka była genialna. Zwiesiłam się na niej z dobre pięć minut. Kiedy w końcu zorientowałam się co robię. Doszło do mnie, że plecy przestały dawać się we znaki. Totalnie przestały boleć. Cud jak w Matemblewie. Fakt zioło działa naprawdę relaksująco. Nie spodziewałam się, że może do takiego stopnia rozluźnić mięśnie. Wspominałam o koledze co się niesamowicie skupia po ziele? Ja też tak miałam. Skupienie milion. Gdyby Cyklop z X-Menów od razu o tym pomyślał nie było by tylu szkód. Tylko owe skupienie jest niestety bardzo zgubne. Dajmy na to, że owe skupienie przekładam na coś pożytecznego np. malowanie obrazów. Czuje, że wychodziły by mi takie prace, że musiałabym stać się trzeźwofobem oczywiście o ile nie skupiłabym się na jebanej świeczce albo co lepsze, na zataczaniu kółek słuchawką od prysznica po stopach. To jest główny mój zarzut co do zielska. Wchodzisz w chory trans i skupiasz się na pierdołach, ponieważ nasze mózgi to zapyziałe lenie i zamiast wymyślić leku na raka wolą oddać się nieróbstwu. Ci powyższy ludzie tak zrobili. Dlatego każdy ich wieczór kończy się na zjaraniu i patrzeniu w plamę na ścianie. Przez to cholerstwo
straciłam jednego z najlepszych przyjaciół. Na dzień dzisiejszy nie pogadasz z typem bo ma Whiskas zamiast mózgu. Mam przy tym dziwne przeczucie, że nie on ostatni.
Teraz się rozchmurzymy i przejedziemy się do Amsterdamu. Zabieram was na wycieczkę, mam nadzieje, że się cieszycie dzieciaczki.
W Amsterdamie zapach trawy będzie towarzyszył wam wszędzie. Miasto przygotowane dla maniaków maryśki, haszu i co sobie zapragniesz. Uliczki pełne kamienic to warkocz coffee shopów,cukierni i sex shopów. Co jakiś czas można się natknąć na wafle ( są totalnie zajebiste ), pub i sklepy serwujące sery który doceni każdy szanujący się Janusz-czytaj-możesz degustować sery do bólu. Skupimy się oczywiście na Coffee Shopach. Holendrzy ten biznes traktują naprawdę poważnie, więc jak to w sieciówkach sprzedawca ma na sobie rzeczy danej marki tak tu każdy jest zjarany. Jest naprawdę bogaty wybór i profesjonalna obsługa. Mieszacie ziółko z tytoniem? Fujka. Tam czekają na was skruszone liście bez THC. Dzięki czemu wasz joincik nie gryzie w gardziołko i ma nieporównywalnie lepszy smak. Ja byłam w Coffeeku o nazwie Prix d'Ami. Bardzo zacne miejsce. Szczególnie trafnym wyborem jest najwyższy poziom z lożami i telewizorami, które puszczają filmy. My trafiliśmy na "Jurassic Park" w 3D. Genialne. Kumpela opowiadała mi, że zbakana poszła na premierę Avatara. Już rozumiem jej emocje. W Coffeeku serwują pyszotki. Ja wybrałam wodę z kawałkami mango. Żeby zabić ten niesmak w ustach, który jest kolejnym minusem palenia, wypiłam 3 butelki. To jest dobry moment o poruszeniu tematu pac-mana. On nie istnieje. Tu nie chodzi o to,
że nagle jesteś głodny ale po ziele wszystko staje się spotęgowane. Nagle twoja skóra jest jedwabiście miękka, a kanapa na której siedzisz aż się prosi by ją głaskać. Tak samo jest z jedzeniem. Najpierw zajadasz gorycz w ustach. Następnie okazuje się, że wszystko mega smakuje, a potem już jesz w tym samym transie jakim zachwycasz się punktem na ścianie. Moim największym błędem był zakup paczki Skittles. Gdybym miała przy sobie tę żyrafę z reklamy to wydoiłabym ją tak szybko, że dziewczyna nie nadążałaby z jedzeniem tęczy. Bardzo nie polecam zioła osobą co chcą pozostać fit. Napychanie się z nudów i zatwardzenie to jakaś zmora. Tylko patrzeć jak parnik się rozlewa.
Podsumujmy sobie ten wywód. Zioło jest dobre jak z grzechu obżarstwa nie robisz sobie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Kiedy palisz sobie w doborowym towarzystwie raz na ruski rok i nie rujnujesz sobie i innym życia. Jeśli miałabym powiedzieć czy polecam? Nie! Nigdy nie zamieniłabym winka na blanta. Nie jestem fanem tego otumanienia po ziele i tego jak w ułamku sekundy moje otoczenie zmienia się w zwolniony film. Nie lubię się odmóżdżać do takiego stopnia,
że nagle najważniejsze na świecie staje się gapienie w nicość. Jeśli już znalazłeś się w tej sytuacji kiedy kolejny rok przeleciał ci przez palce powinieneś przystopować. Szkoda życia na taki shit. Wystarczy zebrać się do kupy i przyznać przed samym sobą czy warto tracić sympatię, kumpli i tkwić w tym samym miejscu bez jakiegokolwiek celu?

Zgadzam się :D wszystko jest dla ludzi ale z umiarem :D
OdpowiedzUsuń